Alkohol, narkotyki, hazard... To uzależnienia, przez które Jacek, Zygmunt, Kamil czy Paweł stracili wszystko. Dziś stają na własne nogi w pierwszym takim w kraju ośrodku dla osób wychodzących z uzależnienia. Ten ośrodek znajduje się w Skrzatuszu pod Piłą.
Wspólnota Cenacolo (wł. wieczernik), której założycielką była włoska zakonnica Elvira ma 70 ośrodków na całym świecie. To zamknięte wspólnoty chrześcijańskie, w których osoby z uzależnieniami przebywają w odosobnieniu. Z reguły trzy lata. Nie mają dostępu przez ten czas do telefonów czy Internetu...
- Nie ma telewizji, radia, nie ma wielu rzeczy, które są nam, brzydko powiedzieć, zabrane po to, żebyśmy mogli bardziej zajrzeć w swoje serce, poukładać rzeczy, żeby dostrzec przede wszystkim drugą osobę, która wśród nas wyjdzie z swojego egoizmu. Więc jesteśmy odcięci od tych wszystkich bodźców świata - przyznaje Jacek, mieszkaniec domu Wieczernik.
A w okiełznaniu nałogu pomaga wspólnota i modlitwa, a także praca. Czasem zdobywają tam nowe umiejętności, ale przede wszystkim odzyskują spokój.
- Mi osobiście pozwoliła na nowo stanąć na nogi w chorobie alkoholowej, którą swego czasu odkryłem. Poprzez różne terapie próbowałem sobie z tym poradzić, a teraz ta związana z wejściem na drogę Cenacolo powoduje, że na nowo cieszę się trzeźwością już od ponad roku - mówi ks. Zygmunt, mieszkaniec domu Wieczernik.
Gdy mieszkańcy domu staną na nogi odchodzą. Każdy w swoją stronę. Nie zawsze radzą sobie ze zderzeniem z brutalną rzeczywistością. Paweł pierwszy raz trafił do wspólnoty, gdy miał 17 lat.
- Byłem też bardzo młody, więc gdzieś te wszystkie pokusy powoli zaczęły zamykać mnie w sobie. Też właśnie taki największy błąd, który popełniłem, też sobie nie zdawałem sprawy z tego, to taki wirtualny świat, który gdzieś ta komórka i te spojrzenie, takie porównywanie siebie do innych, że ja wychodzę ze wspólnoty, nie mam nic, a świat jest taki kolorowy, bogaty - opowiada Paweł, mieszkaniec domu Wieczernik.
I znów poszedł w używki i hazard. Tak trafił do wspólnoty po raz drugi. Podobnych historii jest tu wiele...
- Kiedy w wieku 18 lat zmarł mi tata, też był alkoholikiem, robił awantury w domu, też tego miałem dość, ale dziwnie się złożyło, że sam zostałem alkoholikiem -przyznaje Kamil, mieszkaniec domu Wieczernik.
A potem doszły kradzieże i więzienie. Dziś jest już po trzyletnim odosobnieniu, ale jeszcze nie czuje się na siłach, by całkowicie stanąć na nogi. Dlatego znalazł się tu. W Skrzatuszu.
To pierwszy przejściowy ośrodek dla osób, które już są trzeźwe, ale potrzebują jeszcze wsparcia. Dom budują wspólnie z datków wiernych. Mieszkańcy na miarę swoich umiejętności pomagają fachowcom. Będą tu do czasu, aż poczują się silni na tyle, by iść na swoje. Lub do seminarium, czy jak dziewczyny do zakonu...
- Idą z nami na pielgrzymkę do Częstochowy i niektóre mają tu wszędzie tatuaże, bo to są dziewczyny po przejściach - śmieje się Jacek, który we wspólnocie znalazł żonę. Teraz mają dwie małe córki i opiekują się wspólnym domem. Domem, który stanął obok Sanktuarium Maryjnego.
Komentarze