Pijani na drogach

Pijani na drogach

Konfiskata samochodu, surowe grzywny, zakaz prowadzenia pojazdów a nawet więzienie - choć kary za jazdę na podwójnym gazie są dotkliwe, chętnych siadających za kółko po kieliszku nadal nie brakuje. Także w Pile, gdzie tylko podczas tegorocznych wakacji policja zatrzymała dziewięciu nietrzeźwych kierowców.  

Piątek, kilka minut po północy. Policjanci z pilskiej drogówki, patrolujący ulice osiedla Podlasie zauważyli samochód osobowy, który jechał chaotycznie. To wzbudziło wątpliwości. 

- Ten mężczyzna najechał na krawężnik, to dało podstawę policjantom do tego, aby zatrzymać ten pojazd do kontroli. Podczas tej kontroli okazało się, że kierujący miał w swoim organizmie 2,5 promila alkoholu. Swoim zachowaniem mógł stworzyć ogromne niebezpieczeństwo dla innych uczestników ruchu drogowego - powiedział podkom. Wojciech Zeszot, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pile. 

Na szczęście- nie zdążył. Za jazdę na podwójnym gazie poniesie teraz dotkliwe konsekwencje.   

- Zgodnie z obowiązującymi przepisami w tym przypadku funkcjonariusze podjęli konfiskatę pojazdu. Ten mężczyzna został zatrzymany, zostało zatrzymane też jego prawo jazdy, a o dalszym jego losie zadecyduje sąd - dodaje policjant.   

Choć kary są surowe, a przepisy- jedne z najbardziej restrykcyjnych w Europie, nie wszystkich odstraszają. Od początku wakacji pilska drogówka przeprowadziła badanie trzeźwości ponad 7,5 tysiąca razy i zatrzymała 9 nietrzeźwych kierowców. W ubiegłorocznym sezonie urlopowym - trzynastu na 4 tysiące przeprowadzonych badań. Skala zjawiska jest więc mniejsza. Tak, jak w całej Polsce, gdzie z roku na rok nietrzeźwi powodują mniej wypadków. To jednak wątpliwy sukces. Bo nadal w 2025 roku zginęło w nich 212 osób, a 2 168 zostało rannych. 

- Łatwa liczba, taka banalna liczba, którą można by ograniczyć z łatwością do zera. Jeżeli przemnożymy to przez liczbę osób zaangażowanych, przez rodziny tych osób, przez też funkcjonariuszy, którzy przyjeżdżają w miejsce tych wypadków, koszt społeczny i też finansowy jest na tyle duży, że jest to ogromnie przykre, że nadal dochodzi do takich wypadków. Jest ta “misja zero”, o której się mówi, dotyczy ona ogólnie wszystkich wypadków i do której kraje Europy dążą, ale niestety jeszcze sporo nam zostało - tłumaczy prezeska Fundacji Pomocy Ofiarom Wypadków Drogowych „Amber” Magdalena Januszkiewicz

Do “misji zero” jeszcze długa droga. A zaczyna się tam, gdzie zdrowy rozsądek.  

Komentarze

Funkcja dodania komentarzy pod tym artykułem jest wyłączona. Napisz do nas jeżeli chcesz wypowiedzieć się na ten temat.