Szczęśliwy finał akcji ratowania żubra

Szczęśliwy finał akcji ratowania żubra

Strażacy, przyrodnicy oraz lekarz weterynarii wzięli udział w akcji ratowania żubrzycy, która utknęła na zamarzniętej tafli jeziora Bytyń w Drzewoszewie. Zwierzę udało się uratować.  

Przed dwoma tygodniami monitorowane stado 25 żubrów postanowiło po grubej warstwie lodu przedostać się na wschodni brzeg jeziora Bytyń. Wszystkie osobniki przeprawiły się bez zakłóceń. Dziś przyszedł czas na powrót na zachodnią stronę jeziora. A że warunki pogodowe się zmieniły, to przeprawa okazała się być trudniejsza.  

 - Większość stada, właściwie całe, z wyjątkiem tego jedynego osobnika wróciło. Natomiast ten jeden osobnik na tym śliskim lodzie...po prostu mu się rozjechały nogi. Nie dał iść dalej. Jest troszeczkę zmęczona. To jest młoda krówka, trochę wyziębiona - tłumaczy wiceprezes Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyrodniczego Maciej Tracz

Pechowa samica żubra ma około dwóch lat. Waży około 250 kilogramów.  

Pośród wszystkich służb jako pierwsi o problemach żubrzycy dowiedzieli się strażacy. Po godzinie 8.00 rano do stanowiska kierowania komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Wałczy trafiło zgłoszenie dotyczące żubra znajdującego się na zamarzniętej tafli jeziora, około 150 metrów od brzegu. Strażacy ruszyli na miejsce zdarzenia. Nad Bytyń przyjechali także przedstawiciele Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyrodniczego “Dzika Zagroda”, na co dzień monitorujący żubry dziko żyjące oraz lekarz weterynarii.  

Na miejscu akcja rozpoczęła się od analizy stanu lodu na jeziorze. Szczególnie przy brzegu lód praktycznie się stopił. Z kolei przyrodnicy analizowali stan zwierzęcia. Gdy już mogli się do niego zbliżyć, to podali środek znieczulający.   

- Żubr został przełożony na specjalną matę. W dalszej kolejności żubra przeciągnęliśmy do brzegu przy wykorzystaniu maty i lin strażackich - relacjonuje zastępca dowódcy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Wałczu kpt. Piotr Łoboda

Nieczęsto strażakom zdarza się brać udział w takich akcjach. W ciągu ostatnich trzydziestu lat robili to zaledwie dwukrotnie.  

Po wyciągnięciu na brzeg zwierzęciem zajął się lekarz oraz pracownicy “Dzikiej Zagrody”.  Oceniali jej stan zdrowia. Sprawdzali parametry życiowe, ewentualne urazy oraz kondycję organizmu po długim unieruchomieniu.  

- Nie odbiera tych wszystkich bodźców tak negatywnie. To jest bardzo duża liczba ludzi. Zwierzak jest dziki. Ona dostanie środek wybudzający, czyli antidotum - dodaje Maciej Tracz

Ze wstępnych oględzin i badań wynika, że żubrzyca nie doznała poważniejszych urazów. Trafiła do 30-hektarowej zagrody. Tam będzie do czasu, gdy wydobrzeje. Następnie przyrodnicy przetransportują zwierzę do jej dziko żyjącego stada.  

Komentarze

Funkcja dodania komentarzy pod tym artykułem jest wyłączona. Napisz do nas jeżeli chcesz wypowiedzieć się na ten temat.