Ktoś bez skrupułów strzela z wiatrówki do kotów. W niedzielnym ataku ciężko ranny został kot w Dolaszewie. Jak wynika z nieoficjalnych informacji podobny dramat rozegrał się także dzień wcześniej w okolicach ulicy Dębowej w Pile. W tym przypadku w zwierzę trafiły aż dwa pociski.
To nie pierwsze takie przypadki w naszym regionie. Do podobnych ataków doszło 3 lata temu na pilskim Gładyszewie. Nieznany sprawca przez kilka tygodni strzelał do zwierząt z broni pneumatycznej. Ranne zostały wówczas co najmniej 2 koty. Sprawa trafiła na policję.
- To jest ogólnie rana, w której był ten śrut i z tej rany wylatywała ropa - mówiła wtedy córka właścicielki sklepu na Gładyszewie Anna Andrzejewska.
- W łapce miał ten śrut i miał tutaj, na grzbiecie - dodała właścicielka sklepu Sylwia Andrzejewska.
Choć obecne zdarzenia łudząco przypominają te sprzed lat, nie ma pewności, czy są ze sobą powiązane. Pewne jest jedno: opiekunowie kotów muszą zachować szczególną czujność, bo sprawca weekendowej masakry nadal nie został ujęty. W przypadku zatrzymania będzie musiał liczyć się z surowymi karami, wynikającymi z ustawy o ochronie zwierząt.
- W trybie podstawowym, jeżeli ktoś faktycznie znęca się nad zwierzętami może zostać pociągnięty do odpowiedzialności i otrzymać karę pozbawienia wolności nawet do trzech lat. Natomiast jeżeli ten czyn zostanie zrobiony ze szczególnym okrucieństwem, w tym momencie ta kara może zostać zwiększona nawet do 5 lat pozbawienia wolności. Oczywiście o dokładnym wymiarze tej kary decyduje sąd po rozpatrzeniu wszystkich materiałów w danej sprawie - tłumaczy oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Pile mł. asp. Wojciech Zeszot.
Nie wiadomo, czy postrzelone w weekend zwierzęta przeżyją- obydwa koty walczą o życie, stan jednego z nich określany jest jako bardzo ciężki.
Komentarze