Nowy pomysł na zalaną kopalnię

Nowy pomysł na zalaną kopalnię

Czy w dawnej kopalni w Wapnie, leżącym na terenie dawnego województwa pilskiego, powstanie fabryka wodoru? Wczoraj odbyło się spotkanie w tej sprawie. Niemal 50 lat temu doszło tam do największej naziemnej katastrofy górniczej w Polsce. Skutki tego wydarzenia odczuł cały region, a około 900 mieszkańców przesiedlono do Piły.

5 sierpnia 1977 roku do kopalni soli w Wapnie zaczęła wdzierać się woda. Na powierzchni powstała początkowo niewielka wyrwa, która do wieczora rozciągnęła się już na 70 metrów. Zapadlisko zaczęło pochłaniać drzewa, a jeden z domów zawisł nad przepaścią.– Było strasznie. Przerażenie, dużo ludzi stąd wyjechało, zostało ewakuowanych, budynki pękały – wspominają mieszkańcy.

W wyniku katastrofy zniszczona została znaczna część miejscowości. Ewakuowano około 1,4 tys. osób. Przez niemal rok po głównym tąpnięciu kopalnia była stopniowo zalewana, co powodowało kolejne zapadliska i osiadania terenu. Kopalnia, nadmiernie wyeksploatowana przez ówczesne władze, została ostatecznie zamknięta. Komunistyczni decydenci przez lata próbowali zamieść sprawę pod dywan.– Przede wszystkim zależy nam na tym, żeby tu było bezpiecznie. Każdy ma tu jakiś dorobek życia i jest związany z tym terenem – mówią dziś miejscowi. – Była tragedia, ale najważniejsze, że nie było ofiar w ludziach. Co będzie dalej, nie wiadomo. Żyjemy jak bąbel na wodzie – dodają.

Od kilkunastu lat nie przeprowadzano tu jednak żadnych szczegółowych badań. Zdaniem ekspertów, miejscu może grozić kolejna katastrofa.– Co jakiś czas pojawiają się zapadliska na terenie kopalni (co prawda gipsu), ale nie wiemy do końca, jaki wpływ miały na to wydarzenia z lat 70. Na ten moment nie wiemy, co się dzieje pod powierzchnią. Jesteśmy na etapie pozyskiwania środków na system monitoringu – wyjaśnia Radosław Piechowiak, przewodniczący Rady Gminy Wapno.

System miałby pokazywać, jak zmienia się poziom wód pod powierzchnią. Jego koszt to nawet 2 mln zł, a gmina nie ma takich pieniędzy. Szansą dla miejscowości i regionu może być przekształcenie dawnej kopalni w zakład produkcji wodoru. Zabiega o to pochodzący z Wapna dr hab. Krzysztof Małachowski z Wydziału Zarządzania Politechniki Bydgoskiej.– Jak zapewniał dr Marek Rasała, hydrogeolog i geolog z UAM, który złożem solnym w Wapnie zajmuje się zawodowo całe życie, bezpieczeństwo będzie zachowane, chociaż miejscowości cały czas grożą kolejne zapadliska. Jeśli powstanie tu produkcja wodoru, to w prawie 100 procentach wyeliminuje ona ryzyko kolejnych tąpnięć – tłumaczy dr hab. Krzysztof Małachowski.

Jak przekonuje naukowiec, korzyści byłoby znacznie więcej niż tylko nowe miejsca pracy czy pieniądze dla budżetu gminy:– Istnieje ogromne zagrożenie, że w niedalekiej przyszłości w kranach w Kcyni popłynie solanka. Jeśli powstanie tu fabryka wodoru, pozyskamy przy okazji bardzo dużo wody pitnej, która może zabezpieczyć potrzeby całej północnej Wielkopolski.

Na spotkaniu w Wapnie obecny był także wicedyrektor poznańskiej Ławicy. Lotnisko korzysta już z technologii wodorowych. Aby szukać najlepszych dostępnych rozwiązań, dyrektor strategii i rozwoju portu, Marcin Drzycimski, udał się do Groningen w Holandii, gdzie szkody górnicze przy wydobywaniu gazu również spowodowały groźne zapadliska. Tamtejsze władze podjęły decyzję o wykorzystaniu wyrobiska pod fabrykę tego przyszłościowego paliwa.– Chcę pokazać po pierwsze, że gmina taka jak Wapno może z powodzeniem poradzić sobie w tej transformacji energetycznej. Po drugie – że te wyrobiska pokopalniane mogą stanowić magazyny wodoru i być pewnym zaczynkiem do produkcji samego paliwa – podkreśla Marcin Drzycimski.

Na realizację tak ambitnego planu potrzeba jednak ogromnych środków. Mowa nawet o 40 mln złotych.Pieniądze te mogą popłynąć jedynie z funduszy rządowych lub europejskich. W staraniach o wsparcie mogłaby pomóc uchwała intencyjna poparta przez gminnych radnych.– Na pewno widzimy w tym szansę na rozwój naszej miejscowości i dodatkowe wpływy, natomiast mamy w pamięci to, co wydarzyło się w latach 70. Dopóki nie będziemy pewni, że ta inwestycja będzie bezpieczna, nie wydamy na to zgody – studzi emocje Radosław Piechowiak, przewodniczący Rady Gminy.

Radni oraz samorządowcy planują kolejne spotkania z ekspertami, aby wypracować w tej sprawie wspólne,bezpieczne dla mieszkańców stanowisko.

 

Komentarze

Funkcja dodania komentarzy pod tym artykułem jest wyłączona. Napisz do nas jeżeli chcesz wypowiedzieć się na ten temat.