Polaroidy i Smieny czy bezcenne figurki, które kiedyś lądowały w koszu, a dziś są warte fortunę - tak w skrócie wyglądała tegoroczna Noc Muzeów w Pile. Z kamerą odwiedziliśmy Muzeum Staszica i Muzeum Okręgowe, które - w ten jeden dzień roku - miały frekwencję niczym dyskont w dniu promocji.
W Muzeum Staszica ogromnym zainteresowaniem cieszyła się wystawa historycznych aparatów fotograficznych z prywatnych zbiorów Maryli Michalskiej. Ekspozycja prezentuje rozwój technologii fotograficznej na przestrzeni ponad stu lat.
- Pokazujemy tutaj około setki aparatów starych od mniej więcej połowy XIX wieku do lat 70., powiedzmy, wieku XX, więc kawał historii po to, żeby uświadomić młodym ludziom, że fotografia nie powstała w momencie wynalezienia telefonu komórkowego z aparatem, tylko jest to znacznie dłuższa tradycja i rzeczywiście pokazujemy ten sprzęt fotograficzny, ale też efekty, jakie osiągano tym sprzętem - mówi Wojciech Beszterda z Muzeum Staszica.
Wydarzenie przyciągnęło całe rodziny, a starsze eksponaty oraz przygotowane atrakcje wzbudzały ciekawość zwłaszcza wśród najmłodszych pokoleń Pilan.
Dla dawnych mistrzów obiektywu technika wymagała znacznie większego skupienia, co mocno kontrastuje z dzisiejszą masową produkcją cyfrowych zdjęć, które rzadko trafiają do rodzinnych albumów.
- W tej chwili robimy mnóstwo zdjęć, zdjęć na świecie wykonuje się miliony i właściwie nikt ich nie ogląda. Natomiast te stare zdjęcia, czy z wakacji, czy z jakichś uroczystości rodzinnych, były przez nasze ciocię i babcię wklejane do albumu i kiedy ciocia lub babcia miała imieniny, brano album i mu przeglądano te zdjęcia. Mówiono, że ten już odszedł z tego świata, a ten już tam ledwo, ma bardzo zaawansowany wiek itd. Było to po prostu inne podejście do fotografii - opowiada Wojciech Beszterda.
Zupełnie inny rodzaj wspomnień ożył w Muzeum Okręgowym w Pile. Tam uwaga zwiedzających skupiła się na powojennej ceramice i rzeźbach kameralnych – tak zwanych “pikasiakach”, które z miana domowych bibelotów urosły do rangi poszukiwanych dzieł sztuki.
- Pikasiaki się cenią, ponieważ są to trochę na topie obecnie figurki. Niektóre są już bardzo rzadkie, jak na przykład para gołąbków, która była sprzedawana. Poszła za ponad 60 tysięcy złotych - mówi Zuzanna Miłobędzka z Muzeum Okręgowego w Pile.
Oprócz podziwiania cennych eksponatów zakupionych dzięki państwowym dotacjom, uczestnicy Nocy Muzeów mogli wziąć udział w warsztatach plastycznych i własnoręcznie ozdobić pamiątkowe naczynia.
- Inspiracji praktycznie żadnej nie ma, ma być tylko ładnie i kolorowo. (...) możemy zabrać ze sobą, z tego co było powiedziane, więc taka ciekawa zabawa. (...) Tak, dopiero przyszliśmy, o 19.15 się tutaj warsztaty zaczęły, wybieramy się jeszcze do środka, żeby zobaczyć wystawę - mówią uczestnicy Nocy Muzeów.
Kreatywne warsztaty, historyczne kadry i wykłady sprawiły, że pilskie placówki tętniły życiem do późnych godzin nocnych, udowadniając, że lokalna historia wciąż potrafi mocno intrygować.
Komentarze