Bez nacisku polityków ekspresówek wokół Piły nie będzie

Bez nacisku polityków ekspresówek wokół Piły nie będzie

Piła – miasto, które miało być komunikacyjnym sercem regionu, powoli staje się jego skansenem. Od lat słyszymy, że „ekspresówka” niebawem ruszy, tymczasem czas płynie, rządy się zmieniają, a my patrzymy na kolejne mapy, które mają mało wspólnego z rzeczywistością. Czy S11 to jeszcze projekt budowlany, czy już tylko stały element kampanii wyborczych, który odkurza się co cztery lata? 

Z perspektywy Warszawy czy Poznania, północna Wielkopolska to na mapach drogowych wciąż biała plama. Mieszkańcy Piły, zmęczeni deklaracjami o „strategicznym znaczeniu regionu”. Czują się jak pasażerowie odstawieni na boczny tor. Choć na północy i południu trasy S11 widać postępy, u nas czas jakby stanął w miejscu. Lokalni politycy, zamiast realnego lobbingu w stolicy, zdają się uprawiać politykę „przeczekiwania”, licząc, że przed wyborami w 2027 roku wystarczy raz jeszcze przeciąć wstęgę nad stosem dokumentacji. Rok temu, w lutym, optymizm był spory.

- Jest zapowiedź wszystkich organów państwa, że S11 będzie traktowana administracyjnie priorytetowo. Zakładając, że wszystko zostanie uruchomione w 2026 roku nie powinno być żadnych kłopotów, aby inwestycje zostały zakończone w 2030 - powiedział w lutym 2025 roku poseł Koalicji Obywatelskiej Piotr Głowski

Dziś, gdy mamy już maj 2026 roku, te słowa brzmią jak ponury żart. Obiecany „priorytet” rozbił się o biurokratyczny mur Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, a terminy – jak to w polskiej tradycji drogowej – zaczęły „puchnąć”. Zamiast maszyn budowlanych pod Piłą, mamy kolejne wnioski o przesunięcie decyzji środowiskowych.

- Działamy, żeby większość S11, które mamy zaplanowane czy też są już postępowaniach przetargowych powstały do 2030 roku...Zakładamy, ze cała S11 w Wielkopolsce powstanie w latach 2031-2032. W tym okresie powinniśmy oddawać do użytkowania już ostatnie odcinki tej drogi - zapowiadał w lutym 2025 roku Marcin Kucharczak z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Poznaniu. 

Przesunięcie o dwa lata w urzędniczym żargonie to często wieczność w realiach rynkowych. Brak konkretów uderza bezpośrednio w rozwój Piły – inwestorzy wolą regiony, gdzie droga ekspresowa jest faktem, a nie „punktem w agendzie”. Co gorsza, najnowsze doniesienia wskazują, że drogowcy wciąż nie potrafią poradzić sobie z najbardziej podstawowym zadaniem – wskazaniem, którędy ta droga ma właściwie przebiegać.

- Spokojnie można założyć, że w tym roku nowy wariant nie zostanie wybrany. Chyba że będą naciski polityczne, żeby prace przyspieszyć. Pamiętajmy, że w przyszłym roku są wybory – mówi dla Gazety Wyborczej o odcinku S11 Jastrowie - Piła pracownik GDDKiA w Poznaniu.

Dlatego senator Adam Szejnfeld w mediach społecznościowych chwali się przetargiem na odcinek S11.... Ujście - Oborniki. Ale nie zaznacza, że jest on warunkowy, bo wciąż nie ma prawomocnej decyzji środowiskowej. Tymczasem poseł Koalicji Obywatelskiej chwali się przetargiem na S10 z Wyrzyska do Bydgoszczy.

- Wszystkie oferty są w cenie jakie przewidział inwestor, więc ktoś zostanie wybrany - powiedział na swoim profilu w mediach społecznościowych Piotr Głowski

A co z odcinkiem Piła-Wyrzysk? Tego nie usłyszeliśmy. A fakt jest taki, że od prawie 5 lat czekamy na wydanie decyzji środowiskowej.

A za rok, gdy nasi przedstawiciele w parlamencie ponownie ruszą z kampanią, by prosić o głosy, mieszkańcy podejmą decyzję przy urnach.

Komentarze

Funkcja dodania komentarzy pod tym artykułem jest wyłączona. Napisz do nas jeżeli chcesz wypowiedzieć się na ten temat.