Od kiedy w naszym regionie upowszechnił się zwyczaj dzielenia się jajkiem? Jakie znaczenie na wielkanocnym stole miała wódka i chrzan? Czy na stołach leżały pisanki czy kraszanki? Okazuje się, że region Krajny ma także swoje bogate tradycje wielkanocne o czym nie zawsze pamiętamy.
Dawniej tak jak i dziś przygotowania do obchodów świąt Wielkiejnocy rozpoczynały się w Niedzielę Palmową od święcenia palmy. Były one mniej strojne niż teraz. Palmą nazywano wiązanki wierzbowych gałązek przewiązanych wstążką. Wierni zanosili je do poświęcenia w kościele. Po powrocie do domu zatkano je za święte obrazy.
Poświęcone palmy miały także chronić chatę przed uderzeniem pioruna. Z Krajną związany jest zwyczaj Bożych Ran. W Wielki Piątek, czyli w dzień śmierci Chrystusa gospodarz domu zrywał wcześnie rano gałązki z cierniami, którymi potem smagał domowników. Miało to im przypomnieć o cierpieniach Jezusa, który oddał życie za grzechy ludzi. Charakterystyczne dla naszego regionu było także zdobienie jajek.
W Wielką Sobotę święcono pokarmy. W niedzielę natomiast wszyscy tłumnie uczestniczyli w rezurekcji. Po mszy odbywały się wyścigi wozów, którymi do kościoła przyjechali gospodarze. Najszybszy z nich miał jako pierwszy zakończyć żniwa. Potem można było zasiąść do wielkanocnego stołu, uginającego się po okresie postu od potraw. Oprócz jajek początkowo do chusty, a w późniejszych czasach do koszyczka trafiały także wędliny, kiełbasy, chrzan, nabiał czy wypieki. Poświęcone pokarmy kładziono potem na wielkanocnym stole. Śniadanie zaczynano tartym chrzanem, który popijano wódką. Ostrość tego zestawu miała zapewniać zdrowie oraz symbolizować mękę Jezusa. W niedzielę wszyscy domownicy uczestniczyli w rezurekcji.
Na Krajnie początkowo nie były znane pisanki. Głównie wykonywano kraszanki. Były to jaja, które zabarwiano w roślinnych wywarach sporządzanych np. z łupin cebuli, kory olchy czy dębu i tak przygotowane jajka wkładano do święconki. Po jednym na każdego domownika. Czerwone symbolizowały mękę i śmierć Jezusa, fiolet oznaczał żałobę po nim, a zielona kraszanka oznaczała nadzieję i zmartwychwstanie, a także odradzającą się przyrodę, która budzi się do życia po długim i trudnym zimowym okresie. W poniedziałek oczywiście Dyngus, ale na Krajnie niekoniecznie mokry. U nas chłopcy smagali dziewczęta witkami, ganiajac je po wsi. Następnego dnia to dziewczęta brały odwet na chłopakach uganiając się za nimi z przygotowanymi wcześniej gałązkami.
Komentarze