Już nie ilość, a jakość jedzenia stanowi najpoważniejszy problem żywieniowy wśród najmłodszych - wynika z najnowszego raportu Banków Żywności. Zagrożonych głodem dzieci jest coraz mniej, jednak problem nie znika - przybiera jedynie inną formę.
W Polsce z powodu głodu cierpi ponad 5% dzieci. Choć to coraz mniej, liczba nadal robi wrażenie. 394 tys. dzieci jest niedożywionych. Dziecięcy głód ma dziś inne oblicze, niż jeszcze dekadę temu. Jedzenia jest pod dostatkiem, poważne zastrzeżenia budzi za to jakość spożywanych posiłków.
- My dostarczamy żywność, a oni nie wiedzą, co z nią zrobić, jak przyrządzić posiłki, jak się zdrowo odżywiać - opowiada Mieczysław Augustyn, prezes pilskiego Banku Żywności.
Ta niewiedza ma wysoką cenę i przekłada się bezpośrednio na zdrowie dzieci. Niedobory składników odżywczych, niezbędnych do prawidłowego rozwoju, to prosty przepis na katastrofę.
- Mogą powodować problemy z koncentracją, wybuchy agresji, zaburzenia odporności. Dzieci niedożywione to nie tylko dzieci blade, szczupłe i takie ospałe, a bardziej właśnie spotykamy się z tą nadwagą i otyłością, gdzie te niedobory witaminowo-mineralne powodują, że te braki energii są magazynowane w postaci tkanki tłuszczowej - informuje Paulina Jamka, dietetyczka.
Nadwaga, która dotyczy już 25% dzieci, to dopiero wierzchołek góry lodowej. Nieodpowiednia dieta niszczy ciało i psychikę. U dzieci z deficytem składników odżywczych znacznie częściej pojawiają się zaburzenia lękowe, samookaleczenia, a nawet myśli samobójcze. Sytuacja jest więc poważna. I złożona, bo choć zła dieta szkodzi, trudno jej się oprzeć.
- Dzieci wiedzą, że to niezdrowo pić słodkie. Dzieci dobrze wiedzą, że to niezdrowo jeść ciągle batony, jakieś orzeszki, jakieś chipsy. Ale nawyki, które wynieśli także z domu, są silniejsze od tej wiedzy. Brak kompetencji żywieniowych dorosłych powoduje, że dzieci spożywają żywność bardzo złą jakościowo. Żeby zmienić te nawyki, trzeba edukacji od podstaw - radzi Mieczysław Augustyn.
Tą najlepiej wdrażać systemowo. Bank Żywności już działa i ma w kwestii edukacji szeroko zakrojone plany.
- Co roku docieramy do kilku tysięcy osób z wiedzą, pokazami. Myślimy nawet tutaj w banku, żeby stworzyć centrum edukacyjne. Wszystkie banki żywności się do tego przygotowują. Duże nadzieje pokładamy też we współpracy ze szkołami - mówi Mieczysław Augustyn.
Bo to one według raportu odgrywają kluczową rolę w monitorowaniu zjawiska. To pierwsze instytucje, które mają kontakt z dzieckiem. Właśnie w szkole najłatwiej nie tylko wychwycić problem, ale też zareagować. Szkolne stołówki są więc pierwszym polem walki z dziecięcym niedożywieniem.
- Staramy się urozmaicać te posiłki, w każdym dniu mamy albo surówki świeże, albo owoce. Staramy się jak najmniej używać tego cukru - opisuje Ewa Kubicka, intendentka Szkoły Podstawowej nr 3 w Pile.
Z cukrem, wysokoprzetworzoną żywnością i nadmiarem soli trwa też batalia w szkolnych sklepikach. Ale to często walka z wiatrakami. Zdrowsze alternatywy często po prostu dzieciom nie smakują.
- Batoniki, które są z ograniczonym cukrem to raczej nie smakują, tak samo jak paluszki - tam jest ograniczona sól i też dzieciom nie smakuje - mówi właścicielka sklepiku szkolnego.
Walka o jakość jedzenia trwa. We wrześniu zostaną wdrożone nowe wytyczne dla stołówek szkolnych, ukierunkowane na poprawę jakości posiłków dla dzieci.
Komentarze