Czy wielkie inwestycje muszą oznaczać życie na kredyt? Budżety Chodzieży i Złotowa pokazują, że do funkcjonowania tych miast zadłużenie potrzebne nie jest.
Jeszcze kilkanaście lat temu zadłużenie Chodzieży było ogromnym obciążeniem dla miejskiej kasy, dziś jednak sytuacja jest - zdaniem burmistrza Jacka Gursza - niemal wzorcowa. Ten pożądany stan to efekt wieloletniej, twardej dyscypliny i rezygnacji z kuszących pożyczek na rzecz środków zewnętrznych.
- Udało nam się zdusić ten kredyt. Dzisiaj mogę Wam powiedzieć, że to już jest tylko 55 złotych na każdego mieszkańca Chodzieży i to niebawem zejdziemy do zera. To bardzo dobra wiadomość, dająca też możliwość różnego rodzaju perspektyw - mówi Jacek Gursz, burmistrz Chodzieży.
Choć Chodzież depcze liderom po piętach, pierwsze miejsce w rankingu Głosu Wielkopolskiego najmniej zadłużonych gmin w województwie zajął Złotów. Tamtejszy samorząd wyzerował swoje zobowiązania, stawiając na pracę zespołową i żelazną zasadę “kredyt bierze się tylko wtedy, gdy inwestycja na siebie zarobi”
- To wynika z tego przede wszystkim, że praca nad budżetem w naszym mieście odbywa się w sposób zespołowy. Okazało się, że Złotów jest na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o najmniejsze zadłużenie. Po prostu nie mamy tego zadłużenia w ogóle - dodaje Jakub Pieniążkowski, burmistrz Złotowa.
Co nie oznacza, że nie inwestują. Tylko w ubiegłym roku Złotów zakontraktował blisko 30 milionów złotych ze źródeł zewnętrznych, co potwierdza, że bez długów też można budować przyszłość.
Komentarze