Asta Video Fest

Felieton: Jeszcze piłka nie zginęła

04.03.2017   Autor: Mateusz Ryczek
---

Kiedy patrzę na prezesa OZPNu Adama Lubońskiego, widzę w nim coś z prezesa Bońka. Obaj swoimi przyjściami odmienili oblicze związków. Przywrócili im - zachowując wszelkie proporcje - normalność, wypełniając po prostu swoje powinności i robiąc z nich dobrze działające firmy.

Jest 1991 rok. Sierpień. Do Piły przyjeżdża młodzieżowa reprezentacja Polski. Sparingpartnerem ekipy Janusza Wójcika jest Francja. Pada remis 1:1, a gola dla gości strzela nikomu nieznany 19-letni Zinédine Zidane.

Niecałe trzy miesiące później polska młodzieżówka podejmuje Anglię w ramach eliminacji do igrzysk olimpijskich. Na stadionie w Pile zasiada dwanaście tysięcy osób. Kibice obserwują przyszłego króla strzelców EURO 1996 Alana Shearera. Legendę m.in. Blackburn Rovers i Newcastle United przyćmiewa Andrzej Juskowiak. Obecny wiceprezes WZPNu zalicza dublet, dzięki czemu Polska wygrywa 2:1. -Nasza drużyna zagrała w eliminacjach kilka świetnych meczów. Ale ten w Pile był najlepszy - wspomina po igrzyskach w Barcelonie, na których Polska zdobyła srebrny medal Janusz Wójcik.

Przez następne 9263 dni w Pile nie odbywa się ani jedna piłkarska impreza podobnej rangi. Zbiega się to czasowo z upadkiem pilskiego futbolu. Miejscowa Polonia występowała na przełomie lat 80. i 90. w trzeciej klasie rozgrywkowej. Niewiele zabrakło, by awansowała do drugiej ligi. To jednak się nie powiodło, a po niedługim czasie Piła zniknęła z mapy piłkarskiej Polski. Na dobre.

26 lat minęło. Szmat czasu. Dostrzegam wspólną cechę z piłką w ogólnopolskim wydaniu: zarówno tym reprezentacyjnym, jak i klubowym. Bo w tym wydaniu takie liczby nie są nam obce. Zacznijmy od tego, że 1986 roku obecny prezes PZPN, a wówczas gwiazda reprezentacji Zbigniew Boniek rzucił klątwę, która w zasadzie się ziściła, bo na udział w fazie pucharowej wielkiej imprezy czekaliśmy równo trzy dekady. Nie tylko piłka reprezentacyjna przeżyła w zeszłym roku renesans. Pod koniec sierpnia mistrz Polski pierwszy raz od dwudziestu lat znalazł się w Lidze Mistrzów.

Można rzec, że niemoc polskiej piłki została przerwana. Kompromitacje klubów w Azerbejdżanie czy innej Estonii oraz reprezentacji na turniejach są już przeszłością. Weszliśmy w nową erę. Z polską kadrą liczy się każdy zespół na świecie. Za Polaków płaci się dziesiątki milionów euro. Mistrz kraju potrafi - przynajmniej miejscami -rywalizować jak równy z równym z Realem Madryt. Nie będąc wyalienowanym na bankiecie pełnym bogaczy.

Pierwsze podobieństwo wiązało się stricte z czasem oczekiwania na imprezy. Teraz chciałbym odnieść się ad personam. Kiedy patrzę na prezesa OZPNu Adama Lubońskiego, widzę w nim coś z prezesa Bońka. Obaj swoimi przyjściami odmienili oblicze związków. Przywrócili im - zachowując wszelkie proporcje - normalność, wypełniając po prostu swoje powinności i robiąc z nich dobrze działające firmy.

W poniedziałek przeprowadziłem wywiad z Adamem Lubońskim. Głównym tematem rozmowy był rzecz jasna mecz. Widziałem u prezesa wielką radość. Prawdziwe przejęcie i prawdziwą satysfakcję. Że był w stanie zapewnić nam takie spotkanie. W czasach, gdzie futbol jest tak naprawdę biznesem, kluby wielkimi korporacjami, a najbardziej liczą się pieniądze i niebotyczne transfery i gdzie pełno takiego blichtru i tandety.

Przyznam szczerze, że kiedy pierwszy raz usłyszałem o możliwości organizacji tego spotkania w Pile, to byłem w ogromnym szoku i nie mogłem uwierzyć. Uwierzyłem dopiero, gdy informację potwierdzono. Choć do teraz wydaje mi się, że to tylko sen. No bo dajcie spokój: kto normalny da Pile - największej piłkarskiej pustyni w kraju (jak się zwykło ją nazywać) - mecz, który równie dobrze można rozegrać w Kielcach, Tychach czy jakimkolwiek innym mieście? To tak jakby wybierać między grą na orliku a grą między trzepakami. Jak się okazuje, decydująca okazała się postać samego Adama Lubońskiego. Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby nie on, to w Pile ten mecz by się nie odbył. Kluczowe w wyborze Piły były relacje dwóch prezesów - Lubońskiego i Wojtali.

Kiedy obserwuję działania Adama Lubońskiego, widzę, że to co robi, robi z pasji. Widzę, że sprawia mu to ogromną przyjemność. Móc pojechać na kolejny turniej. Bez względu czy seniorów, czy dzieci. Żyje tym dwadzieścia cztery na dobę i chce dla pilskiej piłki jak najlepiej. Tak jak polskiej piłce lepszy prezes nie mógł się trafić, tak samo i pilskiej. Są rzecz jasna obszary, w których pozostają - jak mawia selekcjoner Adam Nawałka - rezerwy. I to zarówno w piłce ogólnopolskiej i pilskiej. Vide poziom piłki klubowej, i to nie tylko - wbrew pozorom - wyłącznie w Pile. -Boli mnie, że kiedy przyszedłem do PZPN, to reprezentacja była na 70. miejscu w rankingu światowym, a za chwilę będzie na 12., natomiast liga była na 20. miejscu, a jest na 21. - żalił się niedawno na łamach Przeglądu Sportowego Zbigniew Boniek.

Ale spokojnie, nie od razu Rzymu zbudowano. Lata minęły, by w naszej piłce coś się ruszyło. Poza tymi konkretami (ćwierćfinał EURO i powrót do LM w przypadku Bońka oraz organizacja meczu międzypaństwowego w przypadku Lubońskiego) jest masa rzeczy, których nie widzimy na pierwszy rzut oka: szkolenie młodzieży, reformy lig, uściślanie przepisów, np. tych dotyczących kursów trenerskich, sędziowskich itp.

Czas, by zadać pytanie, które przy okazji przyjazdu młodzieżówki musiało paść: czy to punkt zwrotny dla pilskiej piłki? -Żyjemy taką nadzieją - powiedział prezes Luboński w Drugiej stronie medalu. Dodając, że nie tylko od niego to zależy, a od przedsiębiorców. Dość oczywiste, bo w końcu tak samo, jak Boniek nie da po 50 milionów Lechowi, Lechii i Legii na zakupy, tak samo Luboński nie założy klubu, który będzie pielęgnował dawno zaniedbane tradycje. Ale może starania i zaangażowanie „pilskiego Bońka” w rozwój regionalnego futbolu zmotywują do działania? Może mało realne, ale tak samo mało realnym wydawała się organizacja meczu reprezentacji w Pile. Tak jak powiedział prezes: pozostaje nam żyć nadzieją. Tą samą, którą żyliśmy przed EURO, eliminacjami LM i potwierdzeniem spotkania.

Dla porządku: 23 marca o godz. 12 (czwartek) na Stadionie Miejskim w Pile przy ulicy Żeromskiego reprezentacja Polski U-20 zagra ze swoimi rówieśnikami z Włoch. Podsumowując: jeszcze piłka nie zginęła.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podziel się nim:

Komentarze
© Copyrights 2019 asta24.pl Agencja Interaktywna Sun Group