Miliarder z Piły wyprzedził epokę

Miliarder z Piły wyprzedził epokę

Kończą się obchody związane z dwusetną rocznicą śmierci Stanisława Staszica. Jego postać wciąż budzi dużo emocji, a jego życiorysem można byłoby obdarować kilka osób.  

Plotkowano, że jest nieślubnym synem Andrzeja Zamoyskiego - kanclerza wielkiego koronnego, że był bardzo skąpy, choć był miliarderem – jak na nasze czasy. Był księdzem, ale nie kapłanem. Nie wiadomo, nawet gdzie się urodził...  

- Rodzina posiadała dwa domy w mieście. Ten, w którym się znajdujemy i w którym jest obecnie siedziba muzeum, był domem mieszkalnym przy folwarku, ale po drugiej stronie rzeki, w okolicach dzisiejszej ulicy Budowlanych Stasicowie mieli jeszcze drugi dom. Gdzie się Staszic urodził? Trudno powiedzieć - tłumaczy historyk i kustosz muzeum Stanisława Staszica w Pile dr Maciej Usurski. 

Na pewno w obecnej Staszicówce mieszkał i się wychowywał do czasu, gdy poszedł na dalsze nauki do Wałcza, a potem Poznania. Dalej studiował zagranicą. Tam zachwycił się geologią. Chodził po Karpatach i Tatrach. "Zaliczył" wszystkie najwyższe szczyty.  

- Miał wtedy już ponad 50 lat, co też świadczy o tym, że miał dobrą kondycję fizyczną. Wiemy też, że przeprowadzał badania w Tatrach, m.in. temperatury powietrza, wilgotności. Badał jeziora tatrzańskie i posługiwał się przy tym przyrządami, które sam skonstruował - dodaje historyk. 

Po tych wędrówkach napisał dzieło "O ziemiorództwie Karpatów i innych gór i równin”. Książka stała się bestsellerem i była inspiracją... dla romantyków.  

- Przynajmniej kilka, kilkanaście postaci z tego nowego pokolenia, następującego pokolenia romantycznego. Brało “ziemiorództwo Karpatów” Stanisława Staszica jako przewodnik, jechało w góry, w Tatry i wędrowało tymi samymi ścieżkami, którymi kiedyś wędrował Staszic, bo oni chcieli zobaczyć to samo, co widział Staszic na swoje oczy i chcieli przeżyć to samo, co on przeżył - opowiada historyk i kustosz Muzeum Ziemi Nadnoteckiej w Trzciance Józef Olejniczak. 

Sam miał naturę romantyczną, bo bliski mu był teatr, opera czy inne sztuki...  

- Bywalcy teatru w Warszawie z epoki królestwa kongresowego wspominają o tym, że do teatru przychodził sobie ksiądz Staszic, którego wszyscy znali, a on przychodził przebrany w jakiś taki duży płaszcz, w jakąś perukę, myślał, że być może jest nierozpoznany, a wszyscy wiedzieli, kto to jest i jeszcze zostawiali mu tam u góry miejsce do tego, żeby on mógł sobie tym się zająć i spokojnie oglądać swoje przedstawienie - relacjonuje Olejniczak. 

Był też charakterny. Pomimo, że był księdzem, to prowadził świecki styl życia i gdy umierał, z sakramentami przybył do niego biskup Jan Paweł Woronicz, któremu miał odpowiedzieć: - Nie będę rozmawiał ze sługą, skoro zaraz zobaczę się z Panem.  

Komentarze

Funkcja dodania komentarzy pod tym artykułem jest wyłączona. Napisz do nas jeżeli chcesz wypowiedzieć się na ten temat.