Fabryka wodoru w kopalni?

Fabryka wodoru w kopalni?

Największa naziemna katastrofa górnicza w Polsce miała miejsce niemal pół wieku temu w Wapnie w dawnym województwie pilskim. Skutki tego wydarzenia odczuł cały region. Teraz po 50 latach w dawnym wyrobisku może powstać fabryka wodoru. Wczoraj w Pile odbyło się robocze spotkanie w tej sprawie.

Noc z 4 na 5 sierpnia w 1977 roku. Do kopalni soli w Wapnie zaczyna wdzierać się woda. Dochodzi do zapadliska, które szybko się rozprzestrzenia i pochłania okoliczne budynki. Cudem nikt wtedy nie zginął. Straty są jednak ogromne, a zagrożenie dalszych zapadlisk nadal realne. Miejscowość zostaje ewakuowana.

- Większość ewakuowanych mieszkańców znalazła nowe miejsce zamieszkania i pracy nie tylko w Pile, ale także w Wągrowcu, Chodzieży, Złotowie, Mirosławcu, Trzciance, we Wronkach, a więc dawne województwo pilskie. Wojewoda Śliwiński to zapewnił - opowiada dr hab. Krzysztof Małachowski z Politechniki Bydgoskiej, Wydział Zarządzania.

Przez niemal rok po głównym tąpnięciu kopalnia była stopniowo zalewana. Powstawały kolejne zapadliska i osiadania terenu. Kopalnia tak wyeksploatowana przez władze PRL została ostatecznie zamknięta, a miejscowość zaczęła tracić na znaczeniu.

- Przez 50 lat nie było pomysłu co z tym wysadem solnym zrobić, ale także głównie z wodami, które okalają wysad. Woda z wód podziemnych z której można korzystać jest zasolona, więc będzie trudna do spożycia bez odpowiedniej obróbki, ale świetnie nadaje się do procesu elektrolizy i wytworzenia wodoru - tłumaczy Maciej Kędzierski, były wójt gminy Wapno.

Pomysłodawca takiej rekultywacji, czyli dr Marek Rasała podkreśla, że byłaby to innowacja w skali kraju. Niestety na tym terenie od kilkunastu lat nie przeprowadzano żadnych badań. Zdaniem ekspertów temu miejscu może grozić kolejna katastrofa.

- Pierwsze co należałoby zrobić to określić aktualny stan zagrożenia powierzchni terenów, bo przez prawie 15 lat nikt tego nie badał. Po drugie stworzyć sieć ostrzegawczą dla mieszkańców. Po trzecie stworzyć system rekultywacji tego terenu, a po czwarte zacząć tę całą koncepcje wodorową - mówi dr Marek Rasała, geolog.

Na to potrzeba jednak pieniędzy. Mowa nawet o 40 mln złotych. Takie pieniądze mogą popłynąć jedynie z funduszy rządowych lub europejskich, stąd poniedziałkowe spotkanie w tej sprawie.

- To jest pierwsze tego typu spotkanie. Jeśli wypracujemy konstruktywne i racjonalne wnioski, które będą miały szanse realizacji, to będziemy spotykali się cyklicznie - informuje dr hab. Krzysztof Małachowski.

Działania te związane są z wielkopolską strategią wodorową i planami budowy wodorociągów. Będzie to część instalacji na zielone paliwo łączącej Skandynawię z Niemcami. Skandynawowie chcą produkować wodór na masową skalę, także przy wykorzystaniu energii wiatrowej, a potem rozsyłać go dwoma wodorociągami po starym kontynencie. Z wodoru będą mogły korzystać przedsiębiorstwa państwowe i prywatne.

- To temat, który wymaga jeszcze kilku lat inwestycji. Mamy nadzieję, że ten wodorociąg będzie biegł przez północną Wielkopolskę. Na pewno będzie biegł przez Wielkopolskę. Da to szansę dywersyfikacji firmom, jeśli chodzi o źródła energii. Jeżeli będą chcieli mieć tanią i zeroemisyjną energię to będą mogli wybrać wodór - mówi Grzegorz Marciniak, członek rady Izby Gospodarczej Północnej Wielkopolski.

Nordycko-Bałtycki Korytarz Wodorowy powinien powstać w ciągu kilku lat. W dodatku w ubiegłym tygodniu Komisja Europejska pozytywnie oceniła certyfikację Gaz-Systemu jako operatora systemu przesyłowego wodoru. Polska firma jest pierwszą w Europie, która przeszła te procedurę. Zgodnie z zapowiedzią ministra energii Miłosza Motyki wodór ma wspierać transformację energetyczną kraju.

Komentarze

Funkcja dodania komentarzy pod tym artykułem jest wyłączona. Napisz do nas jeżeli chcesz wypowiedzieć się na ten temat.