Mieszkańcy obawiają się smrodu i zanieczyszczenia środowiska

Mieszkańcy obawiają się smrodu i zanieczyszczenia środowiska

Mieszkańcy Witankowa obawiają się, planowana w okolicy biometanowania może wydzielać nieprzyjemny zapach i stanowić realne zagrożenie dla środowiska. Domagają się jasnego określenia wpływu na warunki środowiskowe. Wójt choć częściowo popiera wątpliwości mieszkańców, to uspokaja i zapewnia, że inwestycja gminie się opłaci.  

Nieopodal Witankowa w gminie Wałcz za 100 milionów złotych inwestor planuje postawić biometanownię. Z przetworzonych odpadów organicznych, czyli rolniczych lub spożywczych, ma produkować biometan. Uzyskany w ten sposób produkt o właściwościach gazu ziemnego ma być wtłaczany do sieci gazowej i sprzedawany.  

O ile mieszkańcom sąsiadującym z planowanym zakładem nie przeszkadza samo wtłaczanie gazu do sieci, o tyle sam proces produkcji wzbudza wątpliwości. W pierwszej kolejności chodzi o sposób przechowywania biomasy, czyli organicznych odpadów. Mieszkańcy spotkali się w tej sprawie z przedstawicielami inwestora, ale wątpliwości i pytania wciąż pozostały. 

- Generalnie zostaliśmy zapewnieni, że ona będzie przechowywana w nowoczesnym budynku, który będzie filtrowany przez filtry biologiczne. Nic nie ma prawa śmierdzieć. Teraz czytamy w karcie informacyjnej, że będzie przechowywana w budynku albo obok. W betonowych kadziach - nie kryje obaw mieszkaniec Witankowa i jednocześnie radny Rady Gminy Wałcz Paweł Mikołajczak

Wójt gminy jednoznacznie stawia sprawę i popiera stanowisko mieszkańców. W tej kwestii ustępstw wobec inwestora nie będzie. 

- Jeśli firma upierałaby się przy otwartych pojemnikach, zbiornikach. To ja od razu mówię, że nie. To będzie wpisane w decyzję środowiskową, że wjazd substratu do biometanowni ma być do pomieszczenia zamkniętego - kwituje Jan Matuszewski, wójt gminy Wałcz.

Kolejna sprawa budząca wątpliwości to obszar, na którym ma być rozlany tak zwany poferment. To nic innego jak bogata w składniki odżywcze pozostałość po beztlenowej fermentacji w biogazowniach. Przepisy prawa wymagają by było to 5000 hektarów.  

- Zapytany, ile posiada takich hektarów tutaj w okolicy? Powiedział, że 400 - dodaje radny. 

Tym razem wójt tłumaczy inwestora. Firma będzie musiała podpisać umowy z osobami, które będą odbierały poferment.  

- Być może ci co będą przywozili substrat będą również zobowiązani, czy będzie firma im dowoziła poferment na ich pola - nie wykluczył takiej sytuacji wójt. 

Tym samym zwiększy się przestrzeń, która jest wymagana w przepisach. Mieszkańcy Witankowa mają również zastrzeżenia co do zasilania biometanowni. Tutaj także pojawiają się rozbieżności.  

- Biometanownia w takim rozmiarze jaki jest planowany, by mogła funkcjonować potrzebuje 200 tysięcy ton paliwa rocznie. Z czego około 40 tysięcy ton zapewni świniarnia. I zapewnił nas, że ta lokalizacja u nas jest podyktowana tym, że mają blisko świniarnię - wskazuje kolejną wątpliwość radny Paweł Mikołajczak

To tylko 20% paliwa jakie zakład potrzebuje. Z tego powodu w karcie inwestycji zapisano, że resztę może stanowić produkt roślinny z pól oraz części pozwierzęce. 

- Jeżeli krew i treści żołądkowe stanowią 10, 15% absolutnie nie wpiszę tego w decyzji środowiskowej. Wyeliminuję treści pozwierzęce - wyjaśnia Jan Matuszewski.  

Cała inwestycja jest na początkowym etapie. Wszystkie dokumenty dotyczące założeń związanych z budową zakładu zostały wysłane do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, sanepidu i do Wód Polskich.   Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska nakazała wykonanie raportu z uwzględnieniem poprawek wskazanych przez urząd. Jeśli wszystko będzie zgodnie z procedurami i obędzie się bez odwołań, biomenatowania powstanie najszybciej w roku 2027. Działanie zakładu może przynieść do budżetu gminy około 1 miliona 300 tysięcy złotych.  

  

Komentarze

Funkcja dodania komentarzy pod tym artykułem jest wyłączona. Napisz do nas jeżeli chcesz wypowiedzieć się na ten temat.