Tradycyjne z powidłami albo z marmoladą - te pączki cieszą się największym uznaniem smakoszy. Popularne w tym roku są także te z nadzieniem pistacjowym. Dzisiaj, czyli w Tłusty Czwartek piekarnie i cukiernie przeżywały prawdziwe oblężenie.
Pilan opanował dzisiaj istny szał. Pączki kupował niemal każdy.
- Dla mnie, dla żony i dla teściowej. I czekaliśmy 1,5 godzinny. Wziąłem tylko kartonik, kolega za mną dwa kartoniki, a reszta ludzi musi czekać.
- Zaparkować gdziekolwiek jest problem, bo tu wszyscy po pączki. To jest tradycja tłusty czwartek. Zjeść przynajmniej jednego pączka - mówili pilanie pod jedną z piekarni.
Większość zakładów zaczęła smażyć pączki już wieczorem poprzedniego dnia. Praca w tej pilskiej piekarni wre jak w ulu od 15. Tylko w piekarni Rogalik...
- Myślę, że około 20 tys. uda nam się usmażyć. Są kolejki. Klient docenia pączka tradycyjnie robionego i tradycyjnie smażonego. My ze swojej strony robimy co możemy, żeby wszystkich zadowolić. W tym roku zainwestowaliśmy i kupiliśmy dwie nowe patelnie, bo tamte się już zużyły po tylu latach, żeby maksymalnie przyspieszyć produkcję - mówi Marek Jamróz, kierownik piekarni Rogalik w Pile.
A ta wymaga czasu. Prawdziwy pączek bez chemicznych polepszaczy powstaje w ponad godzinę.
- Ciasto drożdżowe z mąki pszennej, jajka, cukier. Pączek garuje około 30 minut, potem do smażenia i po usmażeniu nadziewamy, lukrujemy i szybciutko do sklepu - dodaje Marek Jamróz.
Drzwi obok. Takie gorące pączki znikają ze sklepowej półki szybciej niż ciepłe bułeczki. Każdy ma swoje ulubione nadzienie. Jednak jak przestrzegają lekarze i dietetycy, kilka pączków nam nie zaszkodzi, ale warto zachować umiar, nawet w taki dzień. Jeden pączek ma bowiem aż 400 kcal. Aby go spalić trzeba zrobić sobie przynajmniej godzinny spacer.
Komentarze