Zmiany w przepisach nie będzie. Sejm zdecydował, że samorządowcy nie będą mieć zniesionej dwukadencyjności. Dla kilku burmistrzów z naszego regionu przy okazji następnych wyborów samorządowych oznacza to pożegnanie się ze stanowiskami. Padają również pomysły ograniczenia kadencyjności dla posłów i senatorów.
Przepisy o maksymalnie dwóch kadencjach dla wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast przy jednoczesnym wydłużeniu kadencji samorządu z czterech do pięciu lat wprowadził Sejm za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości w 2018 roku. Ponieważ wcześniejsze kadencje nie są uwzględniane, pierwszymi wyborami, w których obecni włodarze mogą odczuć skutki nowych przepisów, będą wybory w 2029 roku. Osoby wybrane zarówno w 2018, jak i 2024 roku nie będą mogły ponownie ubiegać się o ten sam urząd w danej gminie.
Projekt nowelizacji kodeksu wyborczego, wniesiony przez posłów PSL w lipcu 2025 roku zakładał usunięcie przepisu ograniczającego możliwość dwukrotnego wyboru na stanowisko wójta, burmistrza lub prezydenta miasta w tej samej gminie. Przewidywał także zniesienie zakazu jednoczesnego kandydowania na włodarza gminy oraz do rady powiatu lub sejmiku województwa.
Wczoraj Sejm zdecydował wyrzucić projekt ludowców do kosza. Zdecydowały dwa głosy. W głosowaniu posłowie z naszego okręgu podzielili się praktycznie po połowie.
Za zniesieniem dwukadencyjności głosowali: Jakub Rutnicki, Maria Małgorzata Janyska, Piotr Głowski i Henryk Szopiński (wszyscy Koalicja Obywatelska) oraz Krzysztof Paszyk (PSL). Przeciwnego zdania byli: Marcin Porzucek, Grzegorz Piechowiak (wszyscy Prawo i Sprawiedliwość) oraz Adam Luboński (Polska 2050). W głosowaniu nie wziął udziału Krzysztof Czarnecki (PiS). Łatwo jednak przewidzieć jak by się zachował, skoro cały klub parlamentarny PiS głosował za utrzymaniem dwukadencyjności.
- Od początku wejścia do Parlamentu opowiadałem się nie tylko za dwukadencyjnością samorządów, ale również dwukadencyjnością posłów w Sejmie i senatorów w Senacie. Słucham ludzi, a 67% mówi o tym, że chce aby samorządowcy byli maksymalnie tylko dwa razy na swoim stanowisku. Sam wnosiłem tą sprawę na swoim klubie parlamentarnym. Jedyną osobą, która mnie poparła był Tomasz Zimoch, z kolei bardzo mocno sprzeciwiała się temu Paulina Hening-Kloska minister klimatu i środowiska. Obecnie podpisałem się pod projektem ustawy ograniczającym kadencyjność posła i senatorów autorstwa posła Tomasza Zimocha - mówi poseł Adam Luboński.
Póki co ograniczenie kadencyjności obowiązuje jedynie samorządowców. To oznacza, że wybrani zarówno w 2018 jak i 2024 roku wójtowie, burmistrzowie czy prezydenci, w 2029 roku stracą swoje stanowiska. Wśród tego grona znajdują się samorządowcy z naszego regionu. To chociażby włodarze miast powiatowych: Maciej Żebrowski (burmistrz Wałcza), Jacek Gursz (burmistrz Chodzieży) czy Krzysztof Jaworski (burmistrz Trzcianki). Ten pierwszy odniósł się publicznie do wczorajszego głosowania.
- Sprzeciwiam się dwukadencyjności w samorządzie. Nie dlatego, że każdy wójt, burmistrz czy prezydent powinien rządzić bez końca. Dlatego, że to mieszkańcy powinni decydować, komu powierzają swoją małą ojczyznę. W latach 2014–2024 tylko 914 (z 2479) włodarzy sprawowało urząd przez trzy kolejne kadencje. Jednocześnie wybory w 2024 roku przyniosły zmiany w wielu gminach (prawie 40%). To dowód, że demokracja działa — mieszkańcy potrafią docenić dobrą pracę, ale potrafią też zmienić władzę - napisał w mediach społecznościowych Maciej Żebrowski.
Jak zaznaczył nie broni wiecznej władzy, a prawa mieszkańców do samodzielnego decydowania, kto najlepiej służy ich wspólnocie.
Są również włodarze miast powiatowych w naszym regionie, którym prawo nie zakaże ubiegania się o reelekcję. To prezydent Piły Beata Dudzińska, burmistrz Złotowa Jakub Pieniążkowski czy burmistrz Czarnkowa Jacek Klimaszewski.
Komentarze