Obrońcy praw zwierząt mają ogromne powody do radości. Po wielomiesięcznych parlamentarnych perypetiach Sejm uchwalił nowelizację przepisów, nazywaną potocznie „ustawą łańcuchową”. Wprowadza ona całkowity i bezwzględny zakaz trzymania psów i kotów na uwięzi.
Ocieplona buda, zadaszony kojec ze stałym dostępem do światła dziennego, a także codzienna porcja ruchu adekwatna do wieku i potrzeb czworonoga – to główne założenia nowych przepisów. Przede wszystkim jednak nowelizacja kładzie kres trzymaniu zwierząt na łańcuchach. To rewolucyjna zmiana, ponieważ na co dzień z dramatycznymi skutkami takiego traktowania zwierząt mierzą się pracownicy przytulisk. Karolina Hancewicz, pracownik schroniska dla zwierząt „Miluszków”, doskonale pamięta takie przypadki:
– Zdarzył się pies, który przyjechał do nas z kawałkiem łańcucha wręcz wrośniętym przy szyi. Zdarzył się też pies, który miał od metalowych ogniw całkowicie poobcieraną skórę i sierść.
Widoczne urazy fizyczne to jednak tylko jedna strona medalu. Głównym problemem pozostaje brak odpowiedniej opieki i głębokie niezrozumienie potrzeb zwierzęcia. Karolina Hancewicz zwraca uwagę na to, jak bardzo odizolowane są psy spędzające życie na uwięzi:
– Jeśli ktoś nie trzyma psa w domu, nie widzi, jak on się naturalnie zachowuje. Z reguły, gdy człowiek podchodzi, te psy ogromnie się cieszą i z tej radości nie pokazują ani oznak bólu, ani tego, że coś im dolega. Takie zwierzęta dostają najczęściej jakieś resztki z obiadu, a ich właściciele nie dbają o opiekę weterynaryjną. Lekarza widzą z reguły tylko raz w roku, gdy przypada obowiązkowe szczepienie przeciw wściekliźnie. To zdecydowanie za mało.
Na szczęście prozwierzęcy front w Polsce stale rośnie w siłę, a domowe legowiska oraz przestronne kojce coraz częściej wypierają archaiczne łańcuchy. Dla świadomych właścicieli czworonogów powody wprowadzanych zmian są całkowicie naturalne, co podkreśla Marek Mieczkowski, opiekun suczki Bony:
– Można sobie łatwo wyobrazić, jak byśmy się czuli, gdyby nas ktoś przypiął do łańcucha i kazał siedzieć na dwóch metrach kwadratowych. Najważniejszą rzeczą jest dobro psa. Jeżeli ten pies ma swobodę, biega sobie po działce, to jest po prostu szczęśliwy. Nie wyje w nocy, nie szczeka sfrustrowany, nie złości się na cały świat.
Choć w ostatnich latach świadomość społeczna na temat dobrostanu zwierząt znacząco wzrosła, wciąż pozostaje wiele do zrobienia. O ile w miastach problem uwięzi właściwie już nie istnieje, o tyle na terenach wiejskich wciąż kluczowa jest stała edukacja. O tym, jak zmieniają się postawy mieszkańców małych ojczyzn, mówi Jan Maciejewski, komendant Straży Miejskiej w Krajence:
– Jest telewizja, która mocno propaguje dobro zwierząt, są programy wychowawcze i edukacyjne dotyczące zwierząt w każdej gminie. Działa też mechanizm społeczny: sąsiad uczy sąsiada, jeden obserwuje drugiego i w ten sposób społeczeństwo edukuje się samo.
Nowe, wyczekiwane przez obrońców praw zwierząt przepisy wejdą w życie w ciągu najbliższych 12 miesięcy.
Komentarze