Wilk syty i owca cała? Między ścisłą ochroną a koniecznością regulacji

Wilk syty i owca cała? Między ścisłą ochroną a koniecznością regulacji

Bać się ich, czy się nie bać? Czy populacja wilków nadal wymaga ścisłej ochrony? Jak dużo mamy wilków na naszym terenie? Oto są pytania, na które próbowali odpowiedzieć uczestnicy konferencji poświęconej wilkom w północnej Wielkopolsce.

Ile mamy wilków w naszym regionie? Nikt tego nie wie. Podobnie jak w Polsce. GUS podał, że w 2024 roku w całym kraju żyło 5110 wilków. Z tymi szacunkami nie zgadzają się jednak myśliwi i leśnicy. Oni obserwują watahy niemal w całym kraju. Nie mamy jednak narzędzi, by je policzyć. To wymagałoby badań genetycznych, a na to nie ma pieniędzy. W związku z tym: czy powinniśmy się bać?

Strach zawsze ma wielkie oczyzauważa Krzysztof Dymek z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Pile. — W momencie, kiedy czegoś się boimy, a szczególnie boimy się zdarzeń nagłych, takie mogą się zdarzyć, bo chodzimy czasami takimi ścieżkami, na których nasze drogi mogą się przeciąć.

Wilki atakują coraz częściej stada owiec – skarżą się hodowcy. Niektórzy twierdzą, że zagrażają człowiekowi. Czy były w kraju takie ataki na ludzi? Dr hab. inż. Marek Wajdzik, profesor Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, wyjaśnia, że takich incydentów brakuje. — Takich stricte potwierdzonych w stu procentach, takich, pod którymi mógłbym się podpisać, nie ma.

Dlaczego więc wilk ma taką złą prasę? Prof. dr hab. Henryk Okarma z Polskiej Akademii Nauk tłumaczy, że wilk jest gatunkiem konfliktogennym. — Ja bardzo często używam określenia tak zwanej pojemności społecznej. To jest fajny termin ukuty przez Anglosasów. Może być dziesięć wilków na danym terenie, a społeczność lokalna ich nie akceptuje i jest o dziesięć za dużo. Może być wilków tysiąc gdzieś, a społeczność lokalna to akceptuje. Sam jestem myśliwym. Z przykrością to mówię, ale mamy też kolegów, którzy są nieodpowiedzialni, którzy rzeczywiście próbują budować sztuczny konflikt stwierdza profesor.

Bo wilk jest konkurentem myśliwych – polują na te same gatunki. Jak podkreśla dr hab. inż. Marek Wajdzik: — Jesteśmy tym gatunkiem, mogę powiedzieć, pod względem drapieżnictwa szczytowym i przy dobrym zarządzaniu przyrodą jest miejsce i dla wilka, i dla człowieka. Tylko musimy to mądrze rozegrać.

I dlatego część naukowców chce rozwiązań tak zwanych „kompromisowych”, czyli ochrony gatunku, ale już nie ścisłej. Myśliwi chcieliby wprowadzenia regulacji populacji tych zwierząt. Mówiąc wprost – wprowadzenia odstrzału.

To nie jest tak, że myśliwi czekają, żeby znieść ochronę gatunkową wilka po to, żeby polować hobbystycznie. Naprawdę tak nie jest zapewnia Piotr Wojtiuk, łowczy okręgowy. — Pewnie niektórzy myśliwi będą chcieli mieć takie trofeum, gdyby rzeczywiście ten gatunek został gatunkiem w części, powiedzmy, łownym.

Tak jak to zmieniła Unia Europejska. W Polsce panuje surowsze prawo, którego nie chce zmieniać Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Dlatego środowiska myśliwych i część naukowców lobbują za zmianą przepisów. Profesor Marek Wajdzik podsumowuje, że sytuacja w naszym kraju jest specyficzna: — Polska jest zupełnie innym krajem, populacja wilcza jest zupełnie inna, mamy inną powierzchnię, inną lesistość, mamy inne problemy. Musimy zarządzać tak, żeby był wilk syty i owca cała.

I oby taki scenariusz był wykonalny.

Komentarze

Funkcja dodania komentarzy pod tym artykułem jest wyłączona. Napisz do nas jeżeli chcesz wypowiedzieć się na ten temat.