Obawiają się o swoje zdrowie i życie

Obawiają się o swoje zdrowie i życie

Świstające nad głową pociski, hałas ze strzelnicy. Tak wygląda codzienne życie mieszkańców Dobrzycy koło Wałcza. Czują się zagrożeni i obawiają się o swoje zdrowie i życie.   

12 września w okolicach strzelnicy położonej przy drodze wojewódzkiej nr 163 między Wałczem a Czaplinkiem niewielkim przedmiotem oberwał kierowca busa. Sprawę prowadzi wałecka prokuratura. 

- W pewnym momencie niewielki przedmiot z dużą energią wybił szybę, wpadł do środka. Uderzył go w lewą stronę twarzy. Spowodował pewne obrażenia ciała. Kierowca przytomny zjechał na pobocze. Udzielono mu pomocy medycznej - wyjaśnia prokurator Piotr Łosiewski z Prokuratury Rejonowej w Wałczu.  

Na szczęście nic poważnego się nie stało. Śledczy szczegółowo badają okoliczności tego zdarzenia. Z uwagi na umiejscowienie strzelnicy prokurator rozpatruje wersję, że był to rykoszet od strzału z broni.  

Sama strzelnica powstała w 2020 roku. Do pierwszych niebezpiecznych incydentów zdaniem mieszkańców pobliskiej wsi Dobrzyca doszło półtora roku temu.   

- Szliśmy z wnukiem, z wózkiem koło córki nabój przeleciał przed oczami. Policja przyjechała za parę dni do nas. Spisała wszystkie oświadczenia. Sąsiad z dołu miał podobną sprawę. U nich też była policja. Przyszło pismo, że wszystko jest OK - relacjonuje mieszkaniec Dobrzycy Roman Felskowski

We wsi jest około 30 budynków mieszkalnych. Od strzelnicy dzieli je w linii prostej kilkaset metrów. Mieszkańcy się boją, że dojdzie w końcu do tragedii. W piątek jeden z nich na terenie wioski znalazł dwa pociski. 

- Będziemy jak na celowniku. Bo kule latają wszędzie. Rozumiem ktoś musi ćwiczyć, bo to jest potrzebne. Nie mam nic przeciwko temu. Zbudowali tam strzelnicę. OK. Strach przejeżdżać. Chodzę w wnukami na rolki. W tej chwili już nie chodzę - nie kryje obaw mieszkanka Dobrzycy Anna Modrzejewska

Mieszkańcy skarżą się również na hałas, który towarzyszy treningom strzeleckim. Złożyli w tej sprawie petycję do wójta Gminy Wałcz. Czekają na odpowiedź.  

- Bardzo głośno. Tak jakby szturm nadchodził. Strasznie. Tu są osoby starsze, inwalidzi, niepełnosprawni. Tak jak z synem wyszłam wtedy na spacer, syn stał się tak agresywny. Straszny hałas był. I to stąd było słychać - mówi Helena Domaradzka, mieszkanka wsi. 

Strzelnica jest rękach prywatnych. Chcieliśmy, aby do sprawy odniósł się właściciel. Przebywa na urlopie i nie wyraził zgody na nagranie. Obiecał, że odniesie się do sprawy po powrocie, na początku października.  

Do sprawy będziemy wracać. 

Komentarze

Funkcja dodania komentarzy pod tym artykułem jest wyłączona. Napisz do nas jeżeli chcesz wypowiedzieć się na ten temat.