Jedenaście drużyn i dziesiątki pozorowanych wypadków - w Goraju sprawdzano, jak młodzież radzi sobie w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia. XXI Powiatowy Turniej Pierwszej Pomocy pokazał, że dla uczniów lokalnych szkół ratownictwo to przede wszystkim konkretne umiejętności, a nie tylko teoria z podręczników.
Gospodarzem tegorocznych zmagań był Zespół Szkół Leśnych w Goraju. Choć szkoła słynie z kształcenia przyszłych leśników, jej dyrektor podkreśla, że kluczem do sukcesu – zarówno w lesie, jak i w ratownictwie – jest świadomy wybór drogi życiowej przez młodzież.
- Aspekty bardzo trudne, ale niezmiernie potrzebne w życiu codziennym i wydaje mi się, że udało się doprowadzić do takiego stanu, że młodzież ma wolę tego, żeby tą tematyką się zajmować - cieszy się Albert Tabaka, dyrektor Zespołu Szkół Leśnych w Goraju.
Turniej w Goraju to jednak coś więcej niż sprawdzian wiedzy. To przede wszystkim poligon doświadczalny, na którym teoria z podręczników musi ustąpić miejsca błyskawicznemu działaniu pod presją czasu i emocji.
- Najwięcej uczymy się wtedy, kiedy nie przerabiamy książek, tylko ćwiczymy to w praktyce. W tym turnieju chodzi o to, jak my zachowamy się w sytuacji kryzysowej, jak współpracujemy ze sobą w zespole. To jest ten skarb tego turnieju - podkreśla Marcin Wicher, koordynator Powiatowego Turnieju Pierwszej Pomocy w Goraju.
Wśród uczestników znaleźli się uczniowie o różnych profilach kształcenia – od leśników po klasy pożarnicze. Dla Zofii Kawy z Lubasza, udział w zawodach to naturalne rozwinięcie jej zainteresowań, gdzie najważniejszy jest spokój i precyzyjne procedury.
- W pierwszej pomocy najważniejsze jest wezwanie pomocy, no i zapewnienie bezpieczeństwa osobie poszkodowanej oraz sobie. Przydałoby się i trochę praktyki, no i wiadomo dużo teorii - mówi Zofia Kawa, uczennica IV klasy Edukacji Lubasz.
Dla Karola Karpińskiego, ucznia technikum leśnego, ratownictwo to sposób na testowanie własnych granic. Choć na co dzień ćwiczy na fantomach, ma świadomość, że prawdziwe wyzwanie może nadejść w najmniej spodziewanym momencie.
- Lubiłem zawsze pomagać innym osobom, pociągnęło mnie to w kierunku ratownictwa. Lubię się zmierzać z czynnikiem stresotwórczym, sprawdzić swoje zachowania, jakie elementy zewnętrzne środowiska mogą na mnie wpłynąć - opowiada Karol Karpiński, uczeń IV klasy Technikum Leśnego w Goraju.
Wielu uczestników wynosi chęć niesienia pomocy z domu.
- Moim zdaniem kursy bardzo dużo pomagają, możemy się wiele rzeczy nauczyć i jest to bardzo przydatne w życiu codziennym. Od dziecka mnie to tak kręciło, tak się wzięło zamiłowanie do tego, żeby pomagać innym ludziom - mówi Hanna Poliwka, uczennica Zespołu Szkół w Trzciance.
Poziom umiejętności młodzieży z roku na rok budzi coraz większy podziw ekspertów. Profesjonaliści podkreślają, że w łańcuchu przeżycia to właśnie pierwszy świadek zdarzenia jest najczęściej ogniwem decydującym o czyimś „być albo nie być”.
- Uważam, że co roku uczniowie prezentują wyższy poziom. W ratownictwie medycznym czasami najważniejsze jest te kilka minut od zadziałania zdarzenia, kiedy jeszcze nie ma zespołu ratownictwa i to właśnie wtedy świadek ma ogromną rolę do odegrania - stwierdza dr Kamila Sadaj-Owczarek, kierowniczka Katedry Ratownictwa Medycznego w ANS w Pile.
Turniej w Goraju to dla uczestników przede wszystkim okazja do sprawdzenia się w warunkach zbliżonych do rzeczywistych i zweryfikowania planów na zawodową przyszłość. Niezależnie od końcowej punktacji, każdy z nich opuszcza Goraj z doświadczeniem, które w krytycznym momencie może okazać się ważniejsze od jakiegokolwiek dyplomu.
Komentarze