Minister chlapnął, Czarnków odpowiada

Minister chlapnął, Czarnków odpowiada

Czy w małym mieście można żyć z wielką klasą i bez wielkomiejskiego stresu? Okazuje się, że tak, choć niektórzy politycy wciąż próbują straszyć Czarnkowem jak filmowym smokiem. 

Wszystko zaczęło się od jednej niefortunnej metafory w telewizyjnym studiu, gdzie z ust ministra Cezarego Tomczyka padło hasło: „Zróbmy wszystko, aby Kraków pozostał Krakowem, a nie Czarnkowem”. Wypowiedź miała rym, ale – jak przekonują tutejsi – zabrakło w niej logiki. Bo choć Czarnków nie ma Smoka Wawelskiego, to ma asy w rękawie, o których wielkie metropolie mogą tylko pomarzyć.

- Może nie mamy Smoka Wawelskiego, ale mamy Janka z Czarnkowa. Mamy czyste powietrze. Nie spędzamy codziennie kilku godzin w korkach. Żyje nam się dobrze. Mamy super ofertę dla młodych rodzin. Mamy nowoczesne dwa przedszkola. Kończymy budowę żłobka. Mamy świetne szkoły. Mamy więcej czasu dla siebieRobert Ratajczak,  Zastępca Burmistrza Czarnkowa.

Podczas gdy w Krakowie krakowianie marnują życie w korkach, w Czarnkowie czas płynie jakby wolniej, a mieszkańcy mają go po prostu więcej – dla siebie i dla bliskich. Co ciekawe, urok tego miejsca doceniają nie tylko lokalni patrioci, ale i turyści, którzy na Placu Wolności chętnie łapią bezcenny święty spokój. 

- Jest bardzo ładny kościół. Już byłam chyba parę razy. Warto się zatrzymać. Jest gdzie zjeść bardzo dobry bar obiadkowy naprzeciwko kościoła. Klimat. (...) Jest gdzie oko powiesić i jest bardzo ładna, czysta miejscowość. Ludzie są przyjaźni - mówi turystka.

Czarnków broni się też kulturą i sportem – bez wydawania fortuny. Lokalne kino gra premiery na bieżąco, bilety są tańsze, a spora część infrastruktury jest dla mieszkańców po prostu darmowa. To miasto kompletne, w którym – zamiast anonimowości w tłumie – wygrywają bliskie relacje.

- Czarnków jest piękny, czysty, elegancki. (...) Usługi, sklepy, wszystko jest zorganizowane. Raczej nie [brakuje niczego]. Mamy rzekę blisko. Na spacery ludzie chodzą. (...) Usługi medyczne są na poziomie dobrym. (...) Mamy wszystko raczej. (...) Ludzie się znają, bo to małe miasteczko” - opowiada mieszkaniec.

Wniosek z tej warszawsko-krakowskiej lekcji geografii jest jeden. Zamiast rzucać nietrafione metafory zza biurka, politycy powinni wpaść tu na kawę i zweryfikować swoje teorie. Bo patrząc na tutejszy spokój i czyste powietrze, mieszkańcy mogą dziś z dumą odpowiedzieć ministrowi: panie ministrze... nie róbcie nam z Czarnkowa Krakowa! 

Komentarze

Funkcja dodania komentarzy pod tym artykułem jest wyłączona. Napisz do nas jeżeli chcesz wypowiedzieć się na ten temat.