Coraz więcej miast w Polsce decyduje się na odstrzał dzików. Także i w Pile zmieniło się podejście do tych dzikich zwierząt. Już nie odławianie i wywożenie do lasu, a usypianie. Bo dzików w miastach jest coraz więcej.
Ponad setka telefonów z prośbą o interwencję. To statystyki od stycznia. Straż miejska w Pile tyle razy wzywana była, bo dziki chodziły po mieście.
- Wielu mieszkańców do nas dzwoni i mówi, że oni zgłaszają dziki, ale problem jest taki, że oni nie chcą, żeby je uśmiercać. Nie ma innej możliwości. Nie ma innej możliwości w tej chwili ASF, który panuje na terenie naszego kraju i w okolicach Piły, nie pozwala na to, byśmy zgodnie z prawem te dziki wyłapali i wywieźli gdzieś, do innego województwa, do innego powiatu. Nie ma takiej opcji. W związku z powyższym, jeżeli już taki dzik będzie odłowiony, to nie będzie innej możliwości, trzeba będzie go uśpić - tłumaczy Wojciech Nosek, komendant Straży Miejskiej w Pile.
W Pile jak dotąd było 10 takich przypadków. Firma, z którą miasto podpisało umowę, nie strzela do zwierząt z broni palnej, a usypia je farmakologicznie. Potem martwy dzik wysyłany jest do badań i dalej do utylizacji. Jak dotąd, żaden uśpiony odyniec, locha czy też warchlak nie chorował na ASF.
- Staramy się zawsze w pierwszej kolejności odstraszać, robić wszystko, co jest możliwe, żeby te dziki nie zrobiły nikomu krzywdy - dodaje Wojciech Nosek.
Stosują odstraszanie zapachowe i hukowe. Ale nie zawsze to działa. Wcześniej strażnicy wywozili dziki daleko do lasu. Nawet po kilkadziesiąt kilometrów od Piły. Teraz, przez zagrożenie ASF-em nie można tego robić.
- Notabene jest kilka takich miejsc, gdzie permanentnie mieszkańcy wyrzucają resztki, tak jakby specjalnie chciały je dokarmiać - wyjaśnia komendant Straży Miejskiej. Bo dziki do miasta przychodzą właśnie ze względu na łatwiejszy dostęp do jedzenia.
- Przede wszystkim idzie za pokarmem. Skoro las jeszcze się nie obudził i poszukuje tego pokarmu, to wychodzi na biotop rolniczy, ale również wchodzi do miasta - tłumaczy Tomasz Partyka, dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Pile.
Ministerstwo Rolnictwa płaci myśliwym za odstrzał dzików. To ma przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się Afrykańskiego Pomoru Świń. To choroba bardzo zakaźna i niezwykle niebezpieczna dla trzody chlewnej.
- Ja nie znam innej metody jak niestety uśmiercanie tych dzików lub odstrzał, bo odstrzał jest dokonywany przez myśliwych - dodaje leśnik.
Tymczasem Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot cytuje w swoim raporcie opinię Państwowej Rady Ochrony Przyrody, która negatywnie zaopiniowała “Krajowy plan walki z ASF”.
- Plan prezentuje pozbawioną podstaw naukowych aprobatę dotychczasowych działań, połączoną z kolejnym rokiem wydawania publicznych pieniędzy w działania o nieznanej efektywności (...) Biorąc pod uwagę koszty wdrażania Planu oznacza to kontynuację polityki bezwarunkowego transferu ogromnych środków publicznych do Polskiego Związku Łowieckiego - czytamy w opinii Państwowej Rady Ochrony Przyrody.
Masowe odstrzały dzików trwają w Polsce od 7 lat. Przez ten czas myśliwi zabili niemal 1,5 miliona tych zwierząt. Za co z podatków zapłaciliśmy około 585 mln złotych - podaje pracownia. Mimo tego liczba ognisk ASF nie zmalała.
Komentarze