Jednoznaczne i zdecydowane poparcie transplantacji narządów jako “aktu miłości bliźniego i międzyludzkiej solidarności” - tak brzmi nowe stanowisko Konferencji Episkopatu Polski z 9 września. To znaczący krok w rozwoju polskiej transplantologii.
Jest coraz lepiej. Miniony rok był rekordowy pod względem liczby przeszczepów w Polsce jednak nadal kolejki są za długie. Teraz Kościół może to zmienić.
- Każdy człowiek pragnący dobra bliźniego powinien patrzeć na transplantację organów jako możliwość niesienia pomocy chorym. Bardzo aktualna w takich sytuacjach pozostaje tak zwana „złota reguła” znana szeroko już od czasów starożytnych . W prostszej formie brzmi ona: „Miłuj bliźniego, jak siebie samego”. W formule bardziej złożonej „Wszystko, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie, albowiem na tym polega Prawo i Prorocy”. Chociaż są osoby, które dystansują się od stosowanego obecnie kryterium (śmierci mózgowej), to trzeba podkreślić, że Kościół jednoznacznie uznaje je za pewne z moralnego punktu widzenia. Naukę tę wyraził on już kilkakrotnie w podstawowych dokumentach i wypowiedziach papieskich - czytamy w najnowszym stanowisku Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych w sprawie transplantacji organów.
To ważny głos, bo czasami decydują tu właśnie kwestie religijne. Tymczasem w całej Polsce na przeszczep nerki czeka w tej chwili od 1000 do 1500 osób, na serce około 500 osób, 230 na przeszczepienie wątroby.
- Liczba przeszczepień nigdy nie dogoni liczby oczekujących. Nigdy. Wykorzystanie potencjału dawstwa to jest kolejne wyzwanie medycyny transplantacyjnej. My pobieramy teraz powiedzmy narządy od ośmiuset zmarłych dawców w skali roku. Liczba pobrań mogłaby wynosić ponad dwa tysiące - szacuje prof. Jarosław Czerwiński, dyrektor medyczny POLTRANSPLANT.
Podobne obserwacje płyną także z pilskiego Szpitala Specjalistycznego. Podpisany przez placówkę w 2024 roku „Park dla transplantologii” miał w założeniu zwiększyć liczbę realizowanych przeszczepów narządowych i tkankowych w naszym regionie. Sukces jest. Połowiczny. W 2025 zrealizowano tu 6 pobrań wielonarządowych. Ale…
- W 2026 roku nie mieliśmy żadnych pobrań, ze względu na to, że nie kwalifikowali się pacjenci oraz były przeciwwskazania, rodzina zgłosiła protest - informuje Piotr Zawadzki, dyrektor ds. medycznych Szpitala Specjalistycznego w Pile.
To właśnie autoryzacja pobrania jest jednym z najtrudniejszych, jeśli nie najtrudniejszym elementem dawstwa narządów po śmierci. Niezależnie od zawiłości prawnych. Zgodnie z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia wolno pobrać narządy, jeśli nie ma żadnych przesłanek na to, że dana osoba sprzeciwiała się za życia dawstwu narządów. Tyle teorii, bo w praktyce decydujący głos ma rodzina. Ta musi podjąć decyzję najczęściej w obliczu traumatycznej straty i natychmiast. Często odmawia. Czasem właśnie z powodów religijnych.
- To jest na różnym poziomie. Są to też względy religijne, z innych powodów domyślam się, że rodzina nie chce, żeby zwłoki były w jakiś sposób jeszcze naruszane. To też jest brak wiedzy na ten temat, że może to uratować komuś życie, kto oczekuje w kolejce na ten narząd. Czy jest serce, czy to są nerki, czy to jest wątroba - mówi Piotr Zawadzki.
Ale nie tylko, bo bardzo dużo jest też przeszczepów rogówek.
- Osoba, która nie widzi, przychodzi następnego dnia na przeszczepienie, a za dwa, trzy dni widzi tym okiem, czyta. To jest coś niezwykle spektakularnego. Ale się również i przeszczepia tkanki. Często o tym zapominamy. Nie flagowa, nie ze świateł rampy, ale bardzo ważna aktywność. Na co dzień przeszczepia się zastawki serca, przeszczepia się naczynia, przeszczepia się fragmenty kości - wymienia prof. Jarosław Czerwiński.
Te przeszczepy przekładają się na realną poprawę jakości i długości życia biorców. Konkretnie 2 254, bo tyle osób otrzymało narządy od zmarłych dawców w 2025 roku.
Czy w związku z nowym stanowiskiem Episkopatu będzie ich więcej, zobaczymy w przyszłorocznych statystykach.
Komentarze