Niebezpieczne zachowanie, które może skończyć się śmiercią. W Polsce mamy coraz więcej ofiar trainsurfingu, czyli jeżdżenia na dachu pociągu. Służby kolejowe wzmożyły patrole, także w Pile.
Nowy trend zalewa media społecznościowe. Mowa o trainsurfingu, czyli jeździe na dachu pociągu.
- Jest to jakieś nowum, które przyszło do nas z zachodu. I teraz w Polsce młodzież poprzez tworzenie grup na różnego rodzaju komunikatorach społecznych zakłada sobie różnego rodzaju challange - opowiada Arnold Sądej, komendant Posterunku Straży Ochrony Kolei w Pile.
Wyzwania są różne, ale dotyczą przed wszystkim tego, aby wejść na dach kolejowego składu i to najlepiej jadącego, aby nagrać chodzenie i przeskakiwanie między wagonami. Taka zabawa może skończyć się tragicznie.
- To jest pociąg, czyli to jest prędkość, duży nacisk i duży tonaż. Do tego dochodzi jeszcze sieć trakcyjna w której napicie jest bardzo duże, bo liczone jest w tysiącach wolt i niestety każde jedno dotknięcie powoduje w większości przypadków śmierć - przestrzega Arnold Sądej.
Śmiertelnie niebezpieczne może być nawet wchodzenie na wagony stojące na kolejowych bocznicach. W połowie lipca 17-latek z Piły zginął tragicznie właśnie w ten sposób.
- W pewnym momencie spadła i straciła przytomność. Mogło to nastąpić na skutek przebiegającej tam aktywnej linii wysokiego napięcia. Niestety mimo długotrwałej reanimacji, życia tego młodego człowieka nie udało się uratować - relacjonuje podkom. Wojciech Zeszot, rzecznik prasowy pilskiej policji.
Teraz teren pilskiego dworca i jego bocznice są częściej patrolowane przez SOK-istów i policjantów.
- Policjanci nie tylko sprawdzają czy pojawiają się tam zagrożenia infrastruktury kolejowej, ale także czy gromadzi się tam szczególnie w okresie wakacyjnym młodzież lub inne niepożądane osoby - informuje rzecznik pilskiej policji.
Ten trend napędzają przede wszystkim przez media społecznościowe.
- Powiedziałbym, że nie jest nowością brawura wśród młodzieży, lecz to, że dzisiaj takie ryzykowne zachowania można nagrać, a dzięki temu zostanie ono nagrodzone uwagą i natychmiast może zostać pokazane tysiącom potencjalnych naśladowców i fanów - mówi Tobiasz Rakieć, psycholog, psychoterapeuta.
Sypią się lajki i komentarze. Jak dodaje specjalista do tego wszystkiego dochodzi jeszcze psychologiczny mechanizm iluzji kontroli.
- Zaniżamy osobiste prawdopodobieństwo wypadku. Oni myślą, że mają nad tą sytuacją kontrolę. To, że komuś się to przydarzyło, że ktoś inny miał wypadek, że widzą w Internecie też te filmiki z takich nieudanych prób nie ma znaczenia. I tak silniejsza jest ta czasowa nagroda - tłumaczy psycholog.
Oby nie była nią śmierć. Na ten moment trudno mówić o dokładnej liczbie ofiar. Więcej będzie wiadomo po odpowiedzi resortu infrastruktury na interpelację posła Marcina Józefaciuka. Parlamentarzysta pyta w niej m.in. o skalę zagrożenia i działania prewencyjne związane z trainsurfingiem.
Komentarze