37 Bukowińskie Spotkania rozpoczęły się wczoraj w Jastrowiu. To największy festiwal folklorystyczny w Europie Wschodniej. Zespoły ludowe z dawnej Bukowiny zaprezentują swój folklor także w Pile.
Kim są Bukowińczycy? To potomkowie ludzi reprezentujących 11 narodowości, żyjących wspólnie na obecnym pograniczu ukraińsko-rumuńskim. Bukowina w XIX wieku miała pełną autonomię i wyróżniała się tolerancją. Na nieco ponad 11 tys. km kwadratowych żyli wyznawcy aż 9 religii. Wielu Polaków emigrowało tam z pogranicza polsko-słowackiego.
- Górale właśnie z okręgu czadeckiego przybyli na Bukowinę ponad 200 lat temu, ponieważ potrzebni byli drwale, żeby wyrębywać las na potrzeby miejscowej Huty Szkła. Hutę 10 lat wcześniej założyli niemieccy szklarze z Sudetów. No a potem przybyli już w 1803 roku pierwsi górale z Czadeckiego - mówi Tomasz Kałuski, zespół Dolinianka, Stara Huta w Ukrainie.
A po II wojnie światowej wielu Polaków wróciło do Polski. Między innymi do Jastrowia, kolebki festiwalu, a także na Dolny Śląsk.
- Na początku troszkę się wstydzili, że byli tu obcy, bo przyjechali skądś tam. Mówili na tych, którzy przybyli z Bukowiny rumuńskiej: Rumuny. I nie od początku, nie od razu chcieli kultywować tą tradycję, ale później się to udało i dzięki temu jesteśmy - opowiada Katarzyna Pryjak, zespół Dolina Nowego Sołońca ze Złotnika koło Zielonej Góry.
Tak jak zespół Mała Pojana z Rumunii, który do Polski przyjeżdża od samego początku istnienia festiwalu.
- No Boże, bo to już trzeba powiedzieć, że to jest tradycja. My już 37 rok mamy, co roku byliśmy tutaj i to już jest tradycja, to już nie można tego tak zostawić. Także my są Polakami, ale tylko, że mieszkamy w Rumunii - tłumaczy Agnieszka Polaczek, kierowniczka zespołu Mała Pojana z Rumunii.
Zespoły folklorystyczne to miejsce, gdzie można pielęgnować zarówno gwarę jak i wiarę, a nawet tradycje kulinarne. Bo i tam na Bukowinie ta kuchnia się przenikała. Sąsiad od sąsiada czerpał inspiracje.
- Jasna sprawa, że różni się kuchnia polska od kuchni ukraińskiej, rumuńskiej, węgierskiej, niemieckiej, żydowskiej, której przecież bardzo dużo było kiedyś na Bukowinie. Ale oczywiście te procesy przenikania tej tradycji gastronomicznej następują. Proszę pamiętać o jednej rzeczy. Bukowina to jest teren podgórski i teren górski - przypomina Zbigniew Kowalski, pomysłodawca i organizator Bukowińskich Spotkań. A więc uprawiali tam głównie zboża i kukurydzę, która stanowiła podstawę diety. I jak przekonują seniorzy, zapewniała dobre zdrowie.
- No bo na mamałydze wychowany. To znaczy się na kaszy kukurydzianej. No bo mamałyga to była podstawowa rzecz. Dzieci się chowały i zdrowe były, teraz chorują, bo mamałygi nie jedzą - żartuje Maciej Wota, zespół Górali Czadeckich Dawidenka.
Bukowińskie Smaki i przysmaki przywiozą uczestnicy festiwalu także i do Piły, gdzie na Wyspie odbywać się będą do niedzieli prezentacje zespołów oraz widowisko Nocy Świętojańskiej.
Komentarze