„Nie robią tego na złość”. Dzieci z FASD mierzą się z problemami, których często nie widać

„Nie robią tego na złość”. Dzieci z FASD mierzą się z problemami, których często nie widać

Mają luki w pamięci, mówią bez zastanowienia nawet obraźliwe słowa, nie odczytują mowy ciała innych osób ani ich intencji, co często kończy się konfliktem lub bójką... To tylko część problemów z jakimi zmagają się uczniowie z diagnozą FASD. O złożonej rzeczywistości dzieci ze Spektrum Płodowych Zaburzeń Alkoholowych rozmawiano podczas IV Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej, jak odbyła się w Wielkopolskim Samorządowym Centrum Edukacji i Terapii w Starej Łubiance.

Dzieci, których matki piły alkohol w ciąży najczęściej trafiają do rodzin adopcyjnych lub rodzin zastępczych. Takie maluchy są obciążone nie tylko zaburzeniami w rozwoju fizycznym, ale też umysłowym, psychicznym i emocjonalnym. U niemowląt, nie zawsze widać to na pierwszy rzut oka i wówczas...

- Rodzice mają i opiekunowie też mają taki rodzaj wstydu, że ta pomoc trochę przychodzi później, o tą pomoc starają się trochę później. Bo też tak trochę nie wiadomo, jak to nazwać. I też to, że tak się długo staraliśmy o to dziecko, czy na przykład dostaliśmy to dziecko w rodzinę zastępczą, ale te zachowania są tak niespecyficzne, że teraz nie pójdziemy, bo przecież czekaliśmy, prosiliśmy, chodziliśmy na kursy, szkolenia, no jak to, że my sobie nie umiemy poradzić - tłumaczy Katarzyna Durak-Lecyk, psycholożka i psychoterapeutka.

Radzą sobie jak mogą, ale w tych przypadkach potrzebna jest pomoc instytucjonalna. A tej wciąż jest za mało. Taki ośrodek jak ten w Starej Łubiance jest jednym z nielicznych w kraju. Wciąż są też problemy z diagnozowaniem FASD, nie mówiąc już o funkcjonowaniu takich dzieci w szkole, wśród rówieśników. Po trwających trzy lata badaniach okazuje się, że głównym problemem jest...

- Bardzo zaniżona samoocena i poczucie dobrostanu u tych dzieci, czyli takie jakby wnioski, które pokazują, że trudności tych dzieci są no wieloproblemowe, one nie skupiają się tylko w jednym kącie, tak, plus jakby braki też systemowego wsparcia właśnie tej grupy osób, no i też wsparcie rodziców i nauczycieli w pracy - mówi dr hab. Marzena Buchnat, kierowniczka Laboratorium Pedagogiki Specjalnej, terapeutka, pedagożka specjalna i socjolożka.

Dzieci te w szkołach nie są objęte właściwą pomocą, bo nauczyciele nie wiedzą jak z nimi postępować. Stąd podczas konferencji odbyły się też warsztaty, choćby z metodologii pracy z dziećmi z nadpobudliwością i deficytem uwagi. Tacy uczniowie mają dużą potrzebę uznania.

- Te dzieci, które sprawiają trudności, bardzo rzadko słyszą o sobie, że coś zrobiły dobrze. Ten drobny akt właśnie tego zrobienia dobrze często nie jest nagradzany słowem, nie jest nagradzany uznaniem, więc będę namawiać też do tego nauczycieli, żeby odpowiednio formułowali komunikaty, gdy zauważą jakąś drobną rzecz, drobne jakieś takie działanie ucznia, które na co dzień sprawia trudności, żeby to nagrodzili słowem, właśnie poprzez uznanie - radzi Olga Woj, neurodydaktyczka.

Takie dzieci też mają dużą potrzebę przynależności do grupy. A o to jest trudno, bo bardzo łatwo się denerwują i są nadpobudliwe i popadają w konflikty. W klasie sprawiają kłopoty nauczycielom...

- Nauczyciele się boją tego chaosu związanego z ruchem, więc dobrze by było usadzić te wszystkie dzieci w ławeczkach, ale tak się nie da. Przy tym ile neuroróżnorodności, ile typów tej neuroróżnorodności mamy, potrzebujemy nauczyć się prowadzić lekcje w taki optymalny sposób, tak żeby dogodzić każdemu mózgowi ucznia, który w tej klasie się znajduje - dodaje Olga Woj.

Ale czy to możliwe? To pytanie na razie musi pozostać bez odpowiedzi.

Komentarze

Funkcja dodania komentarzy pod tym artykułem jest wyłączona. Napisz do nas jeżeli chcesz wypowiedzieć się na ten temat.