2025 rok okazał się rekordowy pod względem wpływów z podatku od gier - budżet państwa zgarnął z tego tytułu 6,19 miliarda złotych. To o 17,6 procent więcej niż rok wcześniej, czyli w przełożeniu na złotówki - prawie 927 milionów więcej niż w 2024. Najlepszy wynik w historii naszego rynku hazardowego, kropka.
No dobra, ale skąd się to wszystko właściwie bierze?
Największy kawałek tego tortu to klasyczne zakłady bukmacherskie. Sam czwarty kwartał 2025 roku dał z tego segmentu 598,7 mln zł, w porównaniu do 535,6 mln zł rok wcześniej - to prawie 12 procent więcej. I tu chciałbym się na chwilę zatrzymać, bo warto zrozumieć, skąd biorą się te kwoty - 12-procentowy podatek jest naliczany od każdej postawionej stawki, nieważne, czy dany kupon wejdzie, czy nie. Więc państwo zarabia niezależnie od tego, jak toczy się cała gra na boisku czy korcie.
Drugim mocnym filarem są internetowe gry kasynowe. W ostatnim kwartale 2025 roku ten segment przyniósł 378,9 mln zł, wobec 300,8 mln zł rok wcześniej - wzrost o jakieś 26 procent, czyli naprawdę spory skok. Ciekawostka, o której mało kto pamięta - w tym obszarze wciąż mamy w Polsce monopol państwowy, więc jedynym legalnym operatorem jest Total Casino.
A jak to wygląda, jak spojrzeć na cały kwartał razem?
Skala tego wzrostu robi się jeszcze bardziej widoczna, gdy zsumujemy cały czwarty kwartał 2025 roku. Wpływy z podatku od gier przekroczyły wtedy 1,65 mld zł - najwyższy kwartalny wynik w historii polskiego rynku hazardowego. I to samo w sobie mówi sporo o tym, jak duże znaczenie ma dziś internetowy kanał sprzedaży w całej tej branży.
A czemu akurat zakłady online generują tak dużo?
Odpowiedź jest w sumie dość prosta - bo tam po prostu obstawia dziś zdecydowana większość graczy. Konkurencja między legalnymi bukmacherami sprawia, że walka na bonusy bukmacherskie na start stają się ich główną kartą przetargową na przyciągnięcie nowych klientów. I to działa w obie strony - im więcej osób zakłada konta i regularnie obstawia, tym więcej trafia do budżetu z podatku od stawek. To trochę taka spirala, która sama siebie napędza: większa konkurencja daje lepsze oferty dla graczy, a to z kolei podbija obroty całej branży i, tym samym, wpływy podatkowe.
No dobra, ale co z tym nielegalnym hazardem? Ile na tym tracimy?
Mimo tych rekordowych wpływów, szara strefa wciąż istnieje, choć trzeba przyznać, że systematycznie się kurczy. Jej udział na rynku gier hazardowych online spadł z 79,7 procent w 2016 roku do 29,1 procent w 2024 roku, jeśli wierzyć szacunkom opartym na danych niezależnej firmy H2 Gambling Capital. To naprawdę spora poprawa na przestrzeni dekady, ale wciąż oznacza, że blisko jedna trzecia rynku działa poza kontrolą państwa - czyli w praktyce w ogóle nie zasila budżetu.
Ministerstwo podkreśla, że kluczową rolę w tym wszystkim odgrywa Rejestr Domen Zakazanych. Dziś jest tam już ponad 55 tysięcy wpisów, a co miesiąc dochodzi kolejnych 700 nowych domen.
I co z tego wszystkiego wynika?
Te rekordowe wyniki z 2025 roku pokazują jedno - legalny rynek bukmacherski, a szerzej cała branża hazardowa, staje się coraz ważniejszym źródłem dochodów dla polskiego budżetu. Samo Ministerstwo Finansów przyznaje zresztą, że obecny model regulacyjny - oparty na licencjonowaniu firm i blokowaniu nielegalnych stron - po prostu działa. Widać to zarówno w malejącej szarej strefie, jak i w rosnących wpływach podatkowych. Jeśli to tempo się utrzyma, kolejne lata mogą przynieść jeszcze wyższe rekordy. Choć, jak to zwykle bywa, wiele zależy od tego, jak skutecznie państwo poradzi sobie z resztą tej nielegalnej części rynku, która wciąż nie chce zniknąć całkowicie.
Komentarze